Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Bareja kryminalny
Michał Larek
czwartek, 07 maja 2015
 Larek

Wpatruję się w biurko prezesa, na którym leży rozłożona książka okładką do góry. Wygląda mi to znajomo. „Hm, to chyba seria ze srebrnym kluczykiem albo z jamniczkiem” – myślę sobie, ale potem stwierdzam, że to już chyba przesada, że przeginam; gdzie nie spojrzę, widzę kryminały. Wbrew rozsądkowi jednak wpatruję się coraz intensywniej w czarno-białą powieść. Niestety nie mam takich zabawek jak technicy z CSI, więc nie powiększę obrazu, żeby w ten sposób rozwiązać zagadkę. Cofam film o kilka minut i słyszę, że pan prezes ma kaca i czyta kryminał. A więc jednak! Strzał w dziesiątkę, a zatem nie cierpię jeszcze na omamy. Klikam „play”. Po chwili pani Ewa nachyla się nad prezesem, zerka na książkę i odczytuje tytuł: „Krótka podróż”. Wciskam „stop”, natychmiast wpisuję tytuł do przeglądarki. Wszystko jasne: Jacek Joachim, „Krótka podróż”, „Seria z Jamnikiem”, okładka się zgadza. Oglądam dalej. „A mordercą jest…”. Prezes prosi, żeby nie zdradzać, pani Ewa odpuszcza. Zaraz będzie moja ulubiona scena.

Słabo oświetlona, opustoszała ulica, samotna kobieta w płaszczu, nastrojowy podkład muzyczny. Nagle, wtem, raptownie – ktoś chwyta bohaterkę za szyję. Zbliżenie. Klasyczny rabuś bez zębów na przedzie. PRL-owski Kuba Rozpruwacz. Krzyk. Duszenie! Bohaterka ucieka. Cięcie. Wąsaty oficer z szelkami na broń gra w szachy i popija mleko. Do mieszkania wbiega kobieta, ta sama, mówi, że jakiś zboczeniec ją gonił. Mężczyzna zakłada mundur, czapkę, spokojnym głosem oznajmia, że zaraz to załatwi i wychodzi. Cięcie. Widzimy, że to jest film, który ogląda z dużym zaangażowaniem docent Furman. Rozlega się charakterystyczny dźwięk: wyłączono prąd, zgasło światło. Raz, drugi. „Jasny gwint – mówi marcowy docent. – Taka Kobra!”. Pukanie, pan Zenobiusz sięga po swoją legendarną flintę.

To jest właśnie Bareja, to jest serial, to są boskie „Alternatywy 4”!

Dlaczego wracam do tej starej dobrej opowieści?

Kilka tygodni temu na zaproszenie poznańskiego kina Muza wygłosiłem krótką pogadankę o „Dotknięciu nocy”, kryminale Stanisława Barei z 1961 roku. Film jak film, nie porywa, najczęściej przynudza, daleko mu do obrazów amerykańskich z tamtych czasów, ale posiada duży potencjał, niekiedy nawet perwersyjny. Gdyby na przykład taki Wojciech Smarzowski zrobił z niego remake, mogłoby wyjść małe arcydzieło, dotkliwe studium egzystencjalne. Ale nie w tym rzecz. Przygotowując się do tego wystąpienia, obejrzałem raz jeszcze kilka filmów Barei i ku swojemu zaskoczeniu stwierdziłem, że jego komediowe fabuły są do cna przeniknięte kryminalnym żywiołem.

„Poszukiwany, poszukiwana”, „Brunet wieczorową porą”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”, „Miś”, „Zmiennicy” czy wspomniane powyżej „Alternatywy 4” – te wszystkie tytuły dowodzą, że ów najwybitniejszy polski powojenny komediant we krwi miał kryminalną fascynację. 

Intrygi, pościgi, oszustwa, przekręty, zabójstwa, zdrady, smutne puenty…

Gdybyśmy pozbierali tego rodzaju tropy, nawiązania, chwyty, tematy, koncepty narracyjne i w ten sposób pogrupowali je, zrekonstruowalibyśmy bardzo specyficzną wizję świata. Brudną, mroczną, bezduszną, może nawet tragiczną. W tym świecie nikomu nie można ufać, w tym świecie nasz los jest w gruncie rzeczy przesądzony, pozostaje nam jedynie kombinować, czyli odwlekać ostateczną klęskę. Z tej perspektywy komiczny temperament reżysera jawi się jako mechanizm obronny.
Świat Barei to więzienie.

W jednym z wywiadów Bareja powiedział coś bardzo ważnego:
„Otóż bohaterów tych filmów łączy to, że są ludźmi osaczonymi, zaszczutymi. Zawsze człowiek mówi trochę o sobie. Sam pan wspomniał, że nie byłem hołubiony... W ostatnim moim filmie bohater też przegrywa, choć jemu akurat współczuć nie trzeba. Moi bohaterowie nie są zwycięzcami, nie ma happy endu, bohater nie dostaje wspaniałej dziewczyny, nie ma wielkich historii miłosnych, chociaż mężczyźni mają swoje kobiety”.

Otóż to: w tym świecie nie ma happy endu. Wcześniej nie zwracałem na to uwagi i w efekcie ślizgałem się po filmowej powierzchni.

Krótko mówiąc, ta ekscytacja docenta Furmana telewizyjną Kobrą jest dla kluczem do twórczości Barei, który przecież ma w swoim dorobku także „Kapitana Sowę na tropie”, popularny niegdyś serial kryminalny (z 1965 roku).

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×