Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Jakie wyzwolenie?
Beata Kustra
czwartek, 23 marca 2017
 Teatr

Reżyserując „Wyzwolenie”, Radosław Rychcik podjął próbę ukazania współczesnych polskich traum i dążeń do uwolnienia się od nich. Choć zabrakło mu odrobiny konsekwencji, a całość może nużyć, krakowski spektakl jest interesującą propozycją interpretacji klasycznego polskiego dramatu. Po zakończeniu przedstawienia widz pozostaje jednak z pytaniem: o jakie wyzwolenie chodzi?

Długa historia inscenizacji „Wyzwolenia” Stanisława Wyspiańskiego w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie zaczęła się wraz z prapremierą dramatu wystawionego w 1903 roku przy współudziale autora. Dyrektor tej sceny, Bartosz Szydłowski, do pracy nad współczesną interpretacją dzieła zaprosił – znanego z nowatorskiego podejścia do polskiej klasyki – Radosława Rychcika. „Wyzwolenie”, podobnie jak poznańskie „Dziady” z 2014 roku, rozpoczyna on dedykacją. Na górze kurtyny zasłaniającej jeszcze aranżację sceny pojawiają się słowa ze „Studium o Hamlecie” Stanisława Wyspiańskiego: „Aktorom polskim, osobom działającym na scenie, na drodze przez labirynt zwany teatr, którego przeznaczeniem, jak dawniej, tak i teraz, było i jest służyć niejako za zwierciadło naturze, pokazywać cnocie własne jej rysy, złości żywy jej obraz, a światu i duchowi wieku postać ich i piętno”. Dedykacja Wyspiańskiego ma niezwykłą siłę nie tylko w kontekście samego „Wyzwolenia” – zdanie to dosadnie wybrzmiewa na tle sytuacji, w której znalazł się Teatr Polski we Wrocławiu. Premiera spektaklu Rychcika odbyła się 11 lutego – dzień po wszczęciu przez zarząd województwa dolnośląskiego procedury odwołania Cezarego Morawskiego ze stanowiska dyrektora tej sceny. W samym przedstawieniu Rychcika zabrakła jednak wyraźnych odniesień do wrocławskiej sytuacji.

Akcja „Wyzwolenia” przeniesiona została do szkolnej klasy – sceniczną dekorację stanowią tablica, projektor i pojedyncze ławki, w których tyłem do widowni siedzą niezainteresowani lekcją uczniowie. Konrad-nauczyciel (Rafał Dziwisz) mówi o obozach koncentracyjnych, pokazując projekcje zdjęć więźniów. Na wyciemnioną scenę wchodzi kilka postaci w pasiakach, zwracających słabo widoczne twarze w stronę widowni. Rychcik skupia się na zagadnieniu Holokaustu, z którego pamięcią – jak zdaje się sugerować – Polacy nie umieją sobie poradzić. Wykorzystuje ją więc do prezentacji wpisanej w sztukę wizji skłóconego i rozdartego społeczeństwa polskiego. W ten sposób na zobrazowaną przez Wyspiańskiego rzeczywistość pierwszej dekady XX wieku reżyser mocnym gestem nakłada kalkę innych czasów, uwspółcześnia dramat i ukazuje próby wyzwolenia Polski z traumy Zagłady. Wątek ten jednak pojawia się tylko na początku spektaklu i nie wybrzmiewa w jego dalszych częściach. Szkoda, bo to dobry trop, który mógł się stać głównym tematem „Wyzwolenia” w reżyserii Rychcika.

Kolejne nawiązania odnoszą się do lądowania aliantów w Normandii. Konrad-nauczyciel czyta z uczniami fragmenty „Buszującego w zbożu” Jerome’a Salingera. Wybór stworzonej przez amerykańskiego pisarza narracji do opowiedzenia o „Wyzwoleniu” może dziwić – głównie tych, którzy nie znają biografii amerykańskiego pisarza. Salinger bowiem brał udział w lądowaniu w Normandii, był wśród wyzwalających Paryż i obóz koncentracyjny w Dachau. To ostatnie wydarzenie pozostawiło trwały ślad w psychice pisarza, co przejawia się w jego późniejszej twórczości. Zapewne dlatego książka Salingera pełni w spektaklu funkcję łącznika między Holokaustem a dramatem Wyspiańskiego. Rychcik sięga po tekst Amerykanina, by ukazać ciągłą walkę społeczeństwa o wyzwolenie i polityczną emancypację. Z tego gestu wynika jednak niewiele więcej poza zaburzeniem toku scenicznej opowieści. Być może Salinger służy Rychcikowi także jako argument do uniwersalizacji „Wyzwolenia” przez globalną popkulturę, co – znając inne dokonywane przez tego reżysera adaptacje klasycznych dzieł – wydaje się prawdopodobne. Pamiętając o fascynacji Rychcika kulturą zachodnią, łatwo zauważyć, że sala szkolna bardziej przypomina taką, jakie znamy z amerykańskich filmów o nastolatkach, niż polską, w której trudno chyba o zawieszone pod sufitem wiatraki czy jednoosobowe, zielone ławki.

Realizując współczesną adaptację dzieła Wyspiańskiego, Rychcik nie zapomniał o treściach zawartych w jego tekście. Główną osią fabularną spektaklu jest próba do przedstawienia zatytułowanego „Polska Współczesna”.  Główna akcja toczy się wokół przygotowań i konfliktów pomiędzy uczniami/aktorami i innymi bohaterami dzieła Wyspiańskiego. Jednym z ważniejszych środków użytych w spektaklu jest muzyka Piotra i Michała Lisów, która nie tylko stanowi tło obrazów scenicznych, ale także działa afektywnie – podsyca stany emocjonalne widzów, pobudza ich radość, smutek czy niepokój. Utwory stanowiące oprawę muzyczną „Wyzwolenia” są transowe i hipnotyczne, co świetnie współgra ze scenami, w których aktorzy przez pewien czas powtarzają zapętlone, złożone z kilku gestów sekwencje ruchów. W ten sposób ukazują ustawiczną „niemożność”, w której Polska i Polacy tkwili zarówno w czasach Wyspiańskiego, Salingera i podczas II wojny światowej, ale także – współcześnie. W jednej ze scen tej części przedstawienia na środku szkolnej sali pojawiają się nowe postaci (Prymas, Prezes, Mówca), które wygłaszają fragmenty monologów, za ich pośrednictwem usiłując porozumieć się z resztą bohaterów. Niestety, choć ten chocholi taniec wykonywany (między innymi) do dźwięków z „Tanga” Zbigniewa Rybczyńskiego początkowo wydaje się interesujący, po kilku minutach zaczyna się bezlitośnie dłużyć, nudząc widzów.

W „Wyzwoleniu” Rychcika oglądamy głównie sceny dialogowe (z udziałem Konrada, Reżysera i Muzy, do których czasami – zwłaszcza w drugiej części – dołączają Maski) albo złożone z sekwencji taneczno-muzycznych. Choreografia nie jest skomplikowana – to głównie serie powtarzających się gestów i ruchów w przestrzeni scenicznej. Ich tempo jest różnorodne – jedni aktorzy wykonują swoje ruchy powoli i znikają w kulisach, by za chwilę znowu od początku powtórzyć je na scenie; gesty innych są szybkie i zdecydowane. Podczas niektórych scen pojawia się wrażenie pewnej rozbieżności i pęknięć. Kiedy postaci powtarzają choreografię i ruchy, a uwagę publiczności przyciąga imponująca sprawność aktorów, niełatwo skupić się na tekście dramatu.

Radosław Rychcik uwspółcześnił „Wyzwolenie” Stanisława Wyspiańskiego, wzbogacając jego treść przez nawiązanie do traum związanych z II wojną światową. Efekt jest interesujący. Mam jednak wrażenie, że konsekwentne wykorzystanie Holokaustu czy Salingera uczyniłoby to przedstawienie jeszcze ciekawszym. Po jego zakończeniu widz pozostaje z pytaniem, o jakie wyzwolenie właściwie chodziło reżyserowi? Od czego współcześnie chcemy bądź usiłujemy się wyzwolić? Być może odpowiedzi należy szukać w wypowiedzi Rychcika, umieszczonej w programie przedstawienia: „Czy wyzwolenie zawsze wiąże się ze śmiercią? Co właściwie znaczy: wyzwalać? Uwolnić z czegoś krępującego ruchy, spowodować nagłe uzewnętrznienie się? Pozbyć się jakiś cech, uczuć? Jest to na pewno doświadczenie oczyszczające. […] Sięgamy do teatru zagłady. To wszystko łączy się w impresje, które dają przebłysk innego świata. Może właśnie świata, który siedzi w nas, zamknięty i czekający, by go wyzwolić”. Wyzwolenie nie zawsze wiąże się ze śmiercią, jednak w scenicznej adaptacji reżysera to właśnie kulturowe obrazy-symbole śmierci zostają dodane spoza tekstu Wyspiańskiego: więźniowie obozów koncentracyjnych w pasiakach, opowieść Salingera o lądowaniu aliantów w Normandii, w jednej ze scen przez moment pojawia się esesman. Zastanawiający jest także „inny świat”, o którym wspomina Rychcik, a którego przejawów nie widać w przedstawieniu. Zacytowana wizja Rychcika odbiega od akcji scenicznej „Wyzwolenia” i wydźwięku samej inscenizacji. Komplikuje odbiór i piętrzy pytania, ale przypomina też, że w spektaklu zabrakło konsekwencji i spójności.


Stanisław Wyspiański, „Wyzwolenie”
reżyseria: Radosław Rychcik
scenografia i kostiumy: Anna Maria Karczmarska
muzyka i multimedia: Piotr Lis, Michał Lis
choreografia: Jakub Lewandowski
Kraków, Teatr im. Juliusza Słowackiego
premiera: 11.02.2017

fot. Piotr Lis


 

Komentarze 

 
0 #1 Pat 2017-06-24 23:58
A person essentially lend a hand to make seriously posts I'd state.
This is the first time I frequented your website page and up to now?

I surprised with the research you made to create this particular put up incredible.

Fantastic task!

Here is my web-site - fuck it (randy9marks69.wordpress.com: http://randy9marks69.wordpress.com)
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×