Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
To nie jest fajka
Piotr Dobrowolski
piątek, 10 marca 2017
 Teatr

„Klątwa” to spektakl, który tylko inicjowany jest na scenie, ale toczy się poza nią – w mediach, na ulicach, podczas niedzielnych kazań i kawiarnianych dyskusji. Chociaż jako przedstawienie teatralne nie jest doskonały, znakomicie osiąga zamierzony cel. Oliver Frljić obnaża nim naszą obłudę, prowokuje do zdecydowanego opowiedzenia się po którejś ze stron aktualnych, motywowanych religijnie polskich konfliktów i udowadnia, że obraz nie jest niczym więcej niż tylko obrazem.

„Klątwa” z warszawskiego Teatru Powszechnego sprawiła, że świat stanął na głowie. Kiedy tylko ogłaszane są kolejne terminy grania spektaklu, bilety rozchodzą się na pniu. Wiele osób, które nie przywykły do tej czynności – modli się! W ten sposób próbują apelować do lepiej ustawionych w środowiskowej hierarchii koleżanek i kolegów, błagając ich o pomoc w zdobyciu wejściówek. Z kolei ci, którzy na co dzień deklarują przywiązanie do modlitwy, znacznie częściej przeklinają – zarówno aktorów biorących udział w spektaklu, jak i jego publiczność. Nie stroniąc przy tym od inwektyw, które napełniają dumą szczęśliwych posiadaczy biletów gromadzących się w teatralnym foyer. Wreszcie mogą się pochwalić swoimi nawykami przed lewicowo nastawionymi znajomymi. Zatem – zasiadając na widowni z poczuciem dumy z powodu dotykającego ich „prześladowania” – chętnie manifestują online, gdzie są. Po kilku selfies na tle kościelnych sztandarów i rozmodlonego tłumu przed teatrem mogą z uśmiechem powtarzać za Tadeuszem Kantorem (i Maciejem Nowakiem), że w to miejsce nie chodzi się bezkarnie. Zwłaszcza jeśli teatr ten – jak głosi napis na frontowej ścianie Powszechnego – „się wtrąca”.

Jestem propagatorem takiego wtrącania i gorącym zwolennikiem łączenia sztuki i życia. Nie mam nic przeciwko temu, żeby artyści zdecydowanym głosem mówili o sprawach bieżących. Chcę, żeby nie powstrzymywali się przed zajmowaniem stanowisk czy manifestowaniem własnych przekonań. Pogląd, że twórcy zawsze powinni pozostawać poza doraźnymi sporami politycznymi, uważam za postawę asekurancką, która ogranicza wolność wypowiedzi i jest szkodliwa. Polityka wtrąca się do życia kobiet, edukacji naszych dzieci, ogranicza nasze wolności i prawa. Na co dzień wtrąca się tak do mojego życia. Ale nawet gdybym żył w państwie idealnym, nadal byłbym przekonany, że sztuka ma pełne prawo wtrącać się do polityki. To nie tylko możliwość – to jej powinność. Tym bardziej że (dzięki wolnościowej licencji o horacjańskich korzeniach) dysponuje środkami niedostępnymi na innych płaszczyznach dyskusji publicznej. Artyści, jak wszyscy ludzie świadomi swojego miejsca w świecie, powinni mieć własne zdanie. Niech będą zimni albo gorący – niech letnich publiczność wypluje z ust swoich! Sztuka, która łączy się z życiem, żyje – niosąc się echem poza galerie, sale widowiskowe i teatralne sceny. Niech więc prowokuje, wywołując dyskusje i spory; niech poszerza zakres swojego oddziaływania; niech zawłaszcza swoim spektaklem szerokie przestrzenie i rozlewa własne wpływy na całą przestrzeń publiczną. Niech prowokuje i oburza! A jeśli może zawstydzać – niech się wstydzi ten, kto robi, nie ten, kto widzi.

Artystyczna prowokacja pełni ważne funkcje. Zmusza do zastanowienia, rewidowania utartych przekonań i popycha do konkretyzacji poglądów i zdecydowanych reakcji. Zachęca nie tylko do myślenia, ale i działania. A ono, jeśli odbywa się w przestrzeni publicznej – choć samo w sobie może być traktowane jako spektakl – jest sposobem na wyrwanie się poza krytykowane przez Guya Deborda społeczeństwo spektaklu. Dlatego akceptując środki użyte przez autorów „Klątwy” i uznając ich prawo do artystycznej prowokacji, uznaję też prawo manifestantów do wyrażania swoich poglądów – zarówno przed teatrem, jak i w każdych innych dekoracjach. Ten spektakl, podważając utarte znaczenia symboli, do których przywiązana jest spora część Polaków, zachęca do refleksji na temat typowej dla nas wszystkich, fasadowej moralności. Jeśli szacunek dla symbolu jest ważniejszy niż szacunek dla innego albo mającego inne poglądy człowieka, postawa ta trąci bałwochwalstwem. I chociaż nie jestem zwolennikiem sokratycznej metody prowadzenia dialogu z religijnymi ekstremistami, tym razem chętnie spytam ich o to, co wojujący dzisiaj o szacunek dla symboli Kościół ma wspólnego z przykazaniem miłości? Czy polska wspólnota katolicka, niesiona sojuszem z władzą państwową, nie dryfuje przypadkiem na wody judaistycznej doktryny starotestamentowej?

W miejscu, w którym spotykają się władza, religia i wolność wyrażania poglądów poprzez sztukę, zaczyna się problem, którego w zachwycie nad społecznym zasięgiem oddziaływania „Klątwy” nie można pominąć. Stronnicza prezentacja wybranych treści spektaklu w mediach publicznych niepokoi i oburza, ale na tle innych, tendencyjnych prezentacji nadawców podległych władzy już raczej nikogo nie dziwi. Egzorcyzmy, modlitwy przebłagalne, manifestacje i inne formy religijnej obrzędowości mające łagodzić gromowładny gniew katolickich świętych, jawią się zgoła ciekawie – jako barwna forma ludycznego folkloru. Przyjrzenie się jego wcieleniom – całkiem wdzięcznym i widowiskowym, chociaż najczęściej pozbawionym serdeczności – pozwala zauważyć, że do dzisiaj mocno trzymają się w naszym kraju środowiska, których mentalność zakorzeniona jest w średniowieczu. Prawdziwy problem zaczyna się w momencie, kiedy w spór rozbieżnych, subiektywnych poglądów, niezależnie od tego, czy motywowane są wyznawaną religią, czy przekonaniami, angażuje się aparat władzy. Uznaję przy tym, choć nie bez wątpliwości dotyczących stosowanych przez nich środków, prawo polskich hierarchów do obrony symboli przywłaszczonych przez reprezentowaną przez nich instytucję. To na nich Kościół katolicki od wieków opiera swój autorytet. Dlatego nie oburza mnie deklaracja Konferencji Episkopatu Polski, która stwierdza, że spektakl Frljicia „ma znamiona bluźnierstwa”. Szczerym gniewem reaguję dopiero, kiedy podległa ministrowi polskiego rządu Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga z urzędu wszczyna dochodzenie w sprawie obrazy uczuć religijnych i nawoływania do zabójstwa Jarosława Kaczyńskiego. Ze sceny!

Frljić nieraz stosował prowokację jako środek estetycznego oddziaływania reżyserowanych przez siebie spektakli, przez co zyskał łatkę skandalisty – także w Polsce. W grudniu 2013 roku Jan Klata nie dopuścił do premiery przygotowanego na deskach Narodowego Starego Teatru spektaklu „Nie-Boska komedia. Szczątki”. Zaproszona na zeszłoroczny Festiwal Prapremier w Bydgoszczy „Nasza przemoc i Wasza przemoc” skłoniła dziennik „Fakt” do umieszczenia na pierwszej stronie krzykliwego nagłówka: „Zrobili z Jezusa gwałciciela”, Kościół – do organizacji modlitw przebłagalnych, a prokuratora – do wszczęcia dochodzenia w sprawie obrazy uczuć religijnych i znieważenia polskiej flagi. Tuż po tych zdarzeniach Stanisław Godlewski błyskotliwie tłumaczył (odwołując się do tez Williama J.T. Mitchella z książki „Czego chcą obrazy?”), z jakiego rodzaju nieporozumieniem mamy do czynienia, kiedy mylimy symboliczną reprezentację jakiegoś zjawiska z tym zjawiskiem. W „Klątwie” chorwacki reżyser poszedł o krok dalej. I to nie tylko w grze symbolami, ale też w typowej dla siebie refleksji metateatralnej i zjadliwej autoironii.

„Klątwa” to spektakl, który nie przebiera w środkach. Słyszeliście państwo o wielu scenach, które się w nim pojawiają? Myślę, że wszystkie widziałem na scenie. Masturbacja drewnianymi krzyżykami, wieszanie napisu „obrońca pedofilii” na figurze przypominającej liczne polskie pomniki JP II, nadziewanie zdjęcia reżysera na przyrodzenie jednego z aktorów, markowanie seksu oralnego z księdzem, wzbogacone po chwili kilkoma innymi erotycznymi zbliżeniami duchownych czy konstruowanie karabinów maszynowych z małych krzyżyków to tylko niektóre z nich. Przepraszam. Korekta. W dwa tygodnie po premierze aktorka, która wcześniej wykonywała podobno realistyczną scenę seksu oralnego z fantomem męskiego członka, jedynie ją zamarkowała. Zdając sobie sprawę z tej zmiany, nie poczułem się zawiedziony. Raczej odczułem ulgę. Nie z szacunku dla przemówienia polskiego papieża w tle, ale z szacunku dla aktorki. Wszyscy wiedzą, o co chodzi w tej scenie. Jesteśmy w teatrze, a tu prawdziwe działania pokazuje się tylko tym, którzy gotowi są je dostrzec. I zdają sobie sprawę, że coś jest na rzeczy, kiedy zmuszona przez wspólnotę do ochrzczenia nieślubnego dziecka matka, nie mając dość pieniędzy, oddaje się proboszczowi.

Spektakl w Teatrze Powszechnym to celowa, choć ciekawie pomyślana prowokacja. Najbardziej kontrowersyjne sceny sprawiają wrażenie oderwanych od akcji, która – choć ma patchworkowy charakter – pozostaje jednak logicznie spójna. Znakomicie spisują się aktorzy, którzy wkładają wiele wysiłku w pracę na scenie i których wstająca z miejsc publiczność nagradza niesłabnącymi oklaskami. Tematyzują rolę reżysera, mówiąc o obciążeniach, jakie im narzucał; wytykają mu konformizm i przywołują kwoty jego dochodów na tle własnych. W ambiwalentnej, płynnej przestrzeni pomiędzy performatywną prywatnością a teatralną rolą odgrywają spektakl o sobie, o nas i o nich – tych, którzy w tym samym czasie, po drugiej stronie teatralnych murów odmawiają zdrowaśki. Wskazują realne problemy zideologizowania polskiej codzienności, nasze przesądy i lęki przed innością, uosabianą przez muzułmanów. Grają z symbolami. Zdarza im się też przekroczenie etycznej granicy i mojej tolerancji. Jedna z aktorek w porywającym monologu mówi o „własnych” planach wykonania aborcji. Zwracając się do publiczności, przy zapalonych światłach widowni pyta, która z kobiet miała zabieg. Pośród osób zgromadzonych na widowni za każdym razem podnoszą się ręce. W kolejnych scenach i po kolejnych „osobistych” wyznaniach aktorzy zaczynają mówić wprost, że wszystko, co dzieje się przed publicznością, to „tylko teatr”. Skoro wszystko, w czego realność uwierzymy, zależy tu od nas, dlaczego ktoś prosił kobiety o dokonanie osobistego wyznania? Może po to, żeby zagrać też na emocjach wyzwolonych przez Czarny Protest? A może żeby pokazać, że gra nie toczy się tu, jak zdaje się prawicowym publicystom, do jednej bramki?

„Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem / Polska jest Polską, a Polak Polakiem” skandują rozgoryczeni, zawistni polscy patrioci na ulicach miast. Stojący w głębi sceny krzyż zostaje ścięty mechaniczną piłą jak drzewa po ustawowych innowacjach ministra Szyszki. Czy ten gest ma tylko wymiar smutnego memento? Bądźmy realistami – teatralna fikcja nie zainicjuje rewolucji. A może, kiedyś, tak się stanie?


Stanisław Wyspiański, „Klątwa”
reżyseria: Oliver Frljić
dramaturgia: Agnieszka Jakimiak, Joanna Wichowska, Goran Injac
Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie
premiera: 18.02.2017

fot. Magda Hueckel

 

Komentarze 

 
0 #1 Ansuzde 2017-03-12 00:52
Bardzo dobrze napisana recenzja która jednak manipuluje oceną poprzez wytyczanie tego co właściwe i nie..ten kto "letni" nie ma tu nic go gadania..Autor wmawia nam ,ze to o życiu tu i teraz a potem jest już z górki.To ze tak to widzi tez z czegoś wypływa i to juz zmienia całą narrację w stek ozdobników.Chciałbym czegoś prawdziwego o Mahomecie o kozach i facetach z siekierą rąbiących nie jebiących kobiety..taką wolno mi chyba widzieć wokół rzeczywistość i nie jestem chyba "letni".Cóż zazdroszczę aktorom i autorowi recenzji..Mi przyjdzie chyba jeszcze trochę poczekać na odkrywanie przez sztukę prawdy.
Cytować
 
 
0 #2 Milosz 2017-03-13 11:04
Niestety, ale spektakl jest tylko takim czymś co ma zwrócić na siebie uwagę i przy okazji zarobić. Jeśli autor nie ma nic ciekawego do powiedzenia to próbuje zasłynąć robiąc coś, aby zgorszyć innych, wyśmiać uczucia i wierzenia. Po co wymyślać jakieś kreatywne pomysły i zająć się sprawami ważnymi skoro nie ma się w ogole pomysłów i twórczego myślenia. Lepiej w takiej sytuacji wyśmiać kogoś w imię "sztuki" bo przecież to teraz takie modne.
Cytować
 
 
+2 #3 Maria Luz 2017-03-13 11:55
Panowie! Skoro tak łatwo Was urazić, swoje kruche wierzenia powinniście trzymać w klaserach. Średniowieczne zabobony, lęki i egzorcyzmy zasługują na wyśmianie. Śmiech jest jedną z niewielu skutecznych broni przeciwko coraz większej liczbie niedouczonych fanatyków, nadużywających religijnych symboli i panoszących się po ulicach manifestując nienawiść. Dzięki nim jesteśmy dziś zaściankiem Europy. @Miłosz - srogi i pełen erudycji z Pana krytyk ;) Nie zawsze chodzi o pieniądze, a walka z fanatyzmem, nietolerancją i próbami ograniczania naszej wolności jest rzeczą ważną - podobnie jak walka o drzewa, jakość powietrza, wolność kobiet do samostanowienia itp. @Ansuzde - sugestia, że chciałbyś znajdować tu teksty o kozojebcach wystarczy, żeby nie podejmować z tobą dyskusji; ksenofobiczni, islamofobiczni (w kraju bez muzułmanów!) inteligenci jak ty mają dzisiaj wiele innych miejsc, by wylewać swoje frustracje, lęki i żale. Tutaj nie wprowadzaj, proszę, mowy nienawiści.
Cytować
 
 
0 #4 Ansuzde 2017-03-16 22:37
Mario Luz o co Tobie chodzi ..gdzie Ty to przeczytałaś? Bo na pewno nie w moim poście..Cóż "głodnemu zawsze chleb na myśli" :) Frustracje ? Chyba Cię pojebało..Ja jestem radosny,żyję w wolnym kraju ..do pełni szczęścia brakuje mi tylko tego aby artyści zajęli się zupełnie jeszcze nie poznaną sferą.Poznać,zrozumie ć,zjednoczyć się z obcą nam do tej pory mentalnością byłoby to zapewne wielkie przeżycie..Gdzie tu mowa nienawiści? .Uwielbiam zwierzęta,drzew a,obłoki mam psa i kilka kotów..papużka zdechła niestety ostatnio..i rybki akwariowe mam i auto niemieckie dla ludu mam. To czego Ty kurwa chcesz? Brakuje mi jedynie by zrozumieć ten świat, poprzez da Bóg sztukę -czegoś prawdziwego o Mahomecie,o kozach i facetach z siekierą i kobietach - a jeśli znów będziesz powtarzać różne slogany bez zrozumienia istoty rzeczy to pomyślę ,że jesteś zbyt mało europejska i zadowalasz się byle chłamem wałkowanym bez końca o kościele,papież ach,księżach( czekam jeszcze tylko na motyw zjadania się) Nudy..
Cytować
 
 
+1 #5 Maria Luz 2017-03-17 19:17
Dość luźne masz poczucie uwielbienia dla świata, skoro miotasz bluzgami w sympatycznym - wydawałoby się - dialogu... Jakby tobie ksiądz pchał łapska pod spódniczkę, nie dziwiłbyś się, dlaczego do tego tematu chcemy wracać... Przykro mi, że nie próbujesz zrozumieć problemu, tylko idziesz po wierzchu. A także, że przy tym bezwiednie wtrącasz przekleństwa - nie jesteś u siebie w domu, tylko na publicznym forum. Powstrzymaj się przystojniaku ;)
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×