Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Którzy upadają
Piotr Dobrowolski
środa, 14 stycznia 2015
 Teatr

Powrót Krystiana Lupy do prozy Thomasa Bernharda dowodzi, że pogłoski o jego twórczym kryzysie były znacznie przesadzone. Znakomity estetycznie spektakl hipnotyzuje widzów powracającym i wzbierającym rytmem, przypominającym frazy „Bolera” Maurice’a Ravela. Kto pozwoli mu się ponieść, odnajdzie podobieństwa i różnice budujące najważniejsze sensy „Wycinki”.

Thomas siedzi z boku ustawionej na scenie sześciennej konstrukcji, której wnętrze wyobraża salon Auersbergerów. Z głębokiego („uszatego”) fotela przygląda się spotkaniu starych przyjaciół, które – zgodnie z zapowiedziami gospodarzy – wkrótce przekształci się w „wybitnie artystyczną kolację”. To wnikliwy obserwator, komentator zdarzeń i krytyk otaczającej go rzeczywistości. Nie szczędzi celnych uwag na temat gości i gospodarzy wieczornego spotkania. A także samego siebie, bo wyrażana krytyka odnosi się i do niego sprzed lat, gdy był młodym, pretendującym literatem. Często gościł wówczas u Auersbergerów jako regularny uczestnik organizowanych przez nich spotkań. Dziś postrzega ich jednak jako zakłamanych snobów, próżnych i przesiąkniętych megalomanią. Śmierć Joany, niegdyś ich wspólnej przyjaciółki, sprawiała, że Thomas zgodził się znów wziąć udział w spotkaniu „wybitnych artystów”, odbywającym się wieczorem w dniu pogrzebu samobójczyni. Piotr Skiba, grający alter ego Thomasa Berharda, wchodzi w rolę narratora, panującego nad przedakcją, całością scenicznej prezentacji i jej konsekwencjami. Pozornie jest nie tylko kronikarzem prezentowanej akcji, ale – przez samą czynność opowiadania, będącą reprezentacją aktu literackiego – również jej twórcą. Jednak dla Lupy i Bernharda sytuacja taka byłaby zbyt prosta: opowiadana na scenie historia wymyka się w końcu spod władzy narratora, ujawniając drugie dno.

Tematem „Wycinki” są – szczególnie wyraźnie widoczne w umownej ramie tworzonej przez Thomasa (czerwona ramka okalająca przestrzeń sceny jest wyraźnym, choć abstrakcyjnym elementem scenografii) – egocentryzm i megalomania charakteryzujące przedstawicieli środowiska artystycznego. Od samokrytyki nie stronią zarówno autor tekstu, jak i reżyser adaptacji, którzy w dojrzały sposób zaplanowali autoironiczne gesty. W świecie przedstawionym śmierć Joany jest okazją do wspomnienia jej czystości i niespełnienia, które zdaje się mieć większą wartość niż artystyczny sukces. Niezrealizowana artystka o wątpliwym talencie, która chciała uczyć chodzenia i „stania na dwóch nogach” aktorów Teatru Narodowego, szczególnie pociągała Thomasa. Przy wrażliwej kobiecie na skraju upadku odnajdował swoje prawdziwe „ja”; stawał się nagi, jak we wspomnieniu odbywającego się w jej mieszkaniu (widocznym dzięki użyciu obrotowej sceny) czytaniu swojego grafomańskiego tekstu zatytułowanego „Naga księżniczka”.

„Wycinka” składa się z dwóch dwugodzinnych, symetrycznych części. Pierwsza jawi się jako hipnotyczna prezentacja bohaterów scenicznych, wzajemnych relacji i kontaktów, jakie łączyły ich z Joaną, oraz komentarzy Thomasa. Wszyscy czekają na kolację, która rozpocznie się wraz z przybyciem Aktora Teatru Narodowego, mającego dołączyć po przedstawieniu „Dzikiej kaczki” Ibsena, w którym gra Ekdala. Choć pogrzeb Joany odbył się przed paroma godzinami (można zobaczyć go na wyświetlanym ponad sceną filmie), jej wspomnienie jest dla zebranych jedynie pretekstem, by mówić głównie o sobie. „Może przyjdzie” – mówi ktoś, przypominając Joanę, kiedy alkohol rozluźni atmosferę. Kiedy nawet kobieca postać pojawi się pomiędzy towarzystwem, nikt nie zauważy obecności zjawy.

Przedłużające się pauzy, zatrzymania i niespieszny ruch aktorów na scenie łączą się z pustosłowiem ich bełkotliwych wypowiedzi (w większości zza szyby dzielącej widownię i sześcian mieszczańskiego salonu), wprowadzając publiczność w specyficzny trans. Intensywność obecności scenicznej każdego z aktorów znakomitego zespołu nie pozwala uronić ani słowa z wypowiadanego przez nich tekstu. Jednak poszukiwanie zawartego w nim sensu często wydaje się bezcelowe. Tylko partner Joany (Maciej Pępuś jako John), który przez większą część wieczoru milczy w bezruchu, podczas oskarżycielskich monologów (w obu częściach spektaklu) mówi o własnych głębokich i szczerych uczuciach do zmarłej. Jego tyrady podkreślają wzajemną odpowiedniość, ale i asymetryczność dokonanego przez reżysera podziału przedstawienia. W pierwszej mówi, że to on nie powinien znajdować się w towarzystwie innych gości wieczoru, w drugiej – że oni nie są godni do nazywania się przyjaciółmi Joany.

Po przerwie całe towarzystwo ukazane jest przy stole, gdzie nie zabrakło także Thomasa. Wszyscy słuchają bełkotu próżnego Aktora Teatru Narodowego (znakomicie autoironiczny Jan Frycz, na co dzień aktor Teatru Narodowego w Warszawie) siedzącego pośrodku niczym Chrystus podczas ostatniej wieczerzy. Wypity alkohol prowokuje bezpośredniość wypowiedzi, co niektórym pozwala na większy dystans i ironię, ale równocześnie wywołuje nieporozumienia i zaognia spory. Lupa tworzy malarskie sceny, które nawet jako nieruchome tableaux mają sporą siłę oddziaływania. Komponuje sekwencje prowadzone przez muzyczny rytm, który jako narastająca – i wciąż wzbogacana – fraza „Bolera” ujawni się dopiero w finale. Powracające w „Wycince” tematy przypominają te z wcześniejszych bernhardowskich spektakli Lupy. Jest wśród nich krytyka dwulicowości, egocentryzmu i krótkiej pamięci Austriaków, wypierających z pamięci własne winy; jest motyw artysty pragnącego wielkości i powtarzającego jałowe dążenia do zmiany świata, a także pytanie o sens zabierania głosu wobec braku znaczenia każdej wypowiedzi.

Wydana w 1984 roku „Wycinka” napisana została jako powieść z kluczem. Bernhard krytycznie sportretował w niej artystyczne środowisko Wiednia. Pierwowzorów postaci nie starał się ukryć pod woalem literackiej fikcji, wobec czego urażony Gerhard Lampersberg (pierwowzór Auersbergera granego przez Wojciecha Ziemiańskiego) wystąpił na drogę prawną przeciwko dawnemu przyjacielowi. Sprzedaż książki została wstrzymana, co przepełniło czarę goryczy: autor „Wymazywania” cofnął zgodę na wydawanie swoich dzieł w Austrii, a w ostatniej woli wyrażał pragnienie, by na tamtejszych scenach nie wystawiano jego sztuk. Dzisiaj niewielu widzów spektaklu Lupy rozpozna postacie zgorzkniałego kompozytora o homoseksualnych skłonnościach, „wiedeńskiej Virginii Woolf” (Jeannie Billroth Ewy Skibińskiej), „austriackiej Gertrudy Stein” (Anna Schreker Bożeny Baranowskiej) czy dwóch młodych pisarzy nazywanych James i Joyce (Michał Opaliński i Adam Szczyszczaj), w opozycji do których reżyser umieścił w przedstawieniu odniesienia do współczesnego polskiego życia teatralnego. Od momentu pojawienia się Jana Frycza mnożone są aluzje do nowej sceny narodowej – Teatru Starego w Krakowie – i jej dyrektora, Jana Klaty. Większość nawiązań jest subtelna, choć nie hermetyczna; kiedy dystans zostaje przełamany, widzowie zdają sobie sprawę, że dyskusja nie dotyczy już tylko Austrii, a otaczającej nas rzeczywistości. Spektakl potwierdza swój uniwersalny wymiar.

Jeszcze niedawno usłyszeć można było głosy, że Krystian Lupa „skończył się” jako reżyser. Nie powstrzymało to Krzysztofa Mieszkowskiego przed ponownym zaproszeniem twórcy „Poczekalni. 0” na scenę Teatru Polskiego. Przed wielu laty inscenizacje prozy Bernharda pozwoliły reżyserowi osiągnąć spektakularny sukces. „Wycinka” to druga – po dającej szansę na przetrenowanie części rozwiązań, wystawionej w styczniu 2014 roku na scenie Schauspielhaus Graz – dokonana przez Lupę adaptacja utworu Bernharda, który w oryginale zatytułowany jest „Holzfällen”. Wrocławski spektakl w pełni zasługuje na pochwały i nagrody, które zbiera od chwili premiery, olśniewając siłą aktorskiej prezentacji, konsekwentną rezygnacją z prostych rozwiązań (przez co w pierwszej połowie wymaga od widzów niemało cierpliwości), reżyserską precyzją i jakością scenografii. Lupa przypomina, że pamięć może być zwodnicza, ale w kolejnych powrotach do niej pojawiają się małe różnice. To szczeliny, z których sączy się prawda.


Thomas Bernhard, „Wycinka / Holzfällen”
na podstawie przekładu Moniki Muskały
adaptacja, reżyseria, scenografia i reżyseria światła: Krystian Lupa
kostiumy: Piotr Skiba
oprawa muzyczna: Bogumił Misala
wideo: Karol Rakowski i Łukasz Twarkowski
Wrocław, Teatr Polski
premiera: 23.10.2014

fot. Natalia Kabanow

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×