Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Tocqueville groteskowy
Marek Bochniarz
piątek, 03 października 2014
 Teatr

Pokazać wicehrabiego Alexisa de Tocqueville’a jako zwyczajnego człowieka, a nie krytyka, polityka czy badacza – takie zadanie postawił sobie Grzegorz Laszuk. Jego nowa sztuka przenosi XIX-wiecznego myśliciela do współczesnej Ameryki.

Wicehrabia Alexis w „Tocqueville. Życie codzienne po Wielkiej Rewolucji” zostaje przez Laszuka odarty z godności, pozbawiony gładkiej wymowy, a jego nierzadko błyskotliwe uwagi – ukazane w groteskowym świetle. W ich miejsce dostajemy prymitywne i wulgarne żarty. Na scenie bohater jest odgrywany kolejno przez różnych aktorów, kobiety i mężczyzn. Powtarzają oni do znudzenia te same, banalne dialogi. Pokazany jako człowiek małostkowy, złośliwy i przekonany o swojej wyjątkowości, Tocqueville jest u Laszuka autorem „bardzo mądrej książki” i zarozumiałym pokurczem.

Reżyser składa portret Tocqueville’a z kulturowych prefabrykatów, schematycznych historii, sięga też po najbardziej żenujące fragmenty „Wspomnień”, które dziś byłyby dobrą pożywką dla prasy brukowej. Uwspółcześniony arystokrata (francuski myśliciel, niczym Janus, występuje w sztuce w dwóch, skrajnie różnych wcieleniach) w sztuce Laszuka jest gejem, który nie kocha swojej żony i szybciej od niej zrobił profesurę z antropologii – tylko dlatego, że jest facetem. Kiedy reżyser sięga do historycznego życiorysu swej postaci, wicehrabia staje się z kolei bohaterem żenującej anegdoty o rzucaniu talerzem w małżonkę przy śniadaniu. Pomijanie sytuacji, które ukazywałyby sylwetkę Tocqueville’a w pozytywnym świetle, przypomina nam o tym, że autor „Wspomnień” kreował się na człowieka, który w każdej sytuacji jako jedyny nie tracił rozsądku – ba!, choćby i w największym chaosie pierwszych dni rewolucji lipcowej. Stąd trudno powiedzieć o nim coś jako o człowieku, żyjącym poza wielkimi wydarzeniami, poza dworem i polityką. Z braku innych możliwości reżyser ogranicza się do poziomu brukowego i scen o (czy zamierzonym?) zabarwieniu homofobicznym.

Laszuk, gdy wraz z aktorami Komuna//Warszawa (niegdysiejszej Komuny Otwock) wyjechał do Ameryki, odkrył, że najbardziej uniwersalne w pracy Tocqueville’a i do dziś aktualne pozostały opisy codzienności rodzącego się wówczas mieszczaństwa i kreowanego przezeń otoczenia. Humorystycznie zderza zatem cytaty, które zawierają opisy amerykańskiego krajobrazu z filmem, na którym uwiecznił monolityczne sylwetki wieżowców współczesnej, urbanistycznej dżungli Stanów Zjednoczonych. Efekt jest ciekawy i dość oryginalny, gdy słowa Tocqueville’a odnoszące się do natury zaskakująco trafnie oddają sztuczny pejzaż, stworzony ręką człowieka.

Reżyser wykorzystuje przeciwko myślicielowi broń, którą wicehrabia posługiwał się na co dzień, szkicując złośliwe portrety króla Ludwika Filipa, arystokratów i urzędników. Poza przepaścią czasu francuskiego myśliciela i polskiego reżysera dzieli jednak poziom żartu. Aktorzy wcielający się w role współczesne zbierają się przy stole i opowiadają sobie prymitywnym, potocznym językiem o Tocqueville’u ze wspomnianej anegdoty o rzucaniu talerzami. Urocze i zawiłe XIX-wieczne dykteryjki zostały zatem w sztuce Laszuka zastąpione przyciężkimi dowcipami, które co prawda potrafią rozbawić współczesną publiczność, ale sam wicehrabia podsumowałby je zapewne zaledwie wzruszeniem ramion i pogardliwym grymasem.

Chóralnym śpiewem otwierającym sztukę zostajemy poinformowani, kiedy dwutomowa „Demokracja w Ameryce” została wydana i ile zawiera stron. Ta pieśń jest równie kuriozalna co pamiętne dla polskiego widza chwile z podróży Jonathana Harkera przez Karpaty w „Nosferatu wampir” Wernera Herzoga. Film był kręcony w Tatrach, więc nie obyło się bez sceny, w której starsza pani mówi do podróżnika po polsku, zakładając speszonemu aktorowi różaniec na głowę: „proszę sobie założyć różaniec, proszę, proszę, proszę, proszę, pięknie” i – pukając w studium o Nosferatu  – dodaje: „proszę sobie czytać książkę, ciekawa, proszę, ciekawa jest książka, proszę czytać”. Już na początku sztuka Laszuka sięga zatem poziomu, który Herzog – bez kompetencji językowych i pozbawiony kontroli nad krnąbrnymi naturszczykami – osiągnął w jednej scenie. Widz sztuki o Tocqueville’u wyniesie mieszane wrażenia o jej bohaterze, choć uważam, że dezorientujące działanie Laszuka ma spory potencjał edukacyjny. Prowokuje bowiem zagubionego widza do samodzielnego zapoznania się z dziełami jednego z prekursorów opisu nowoczesności.

W stosownych momentach aktorzy cierpliwie wyjaśniają widowni inspiracje artystyczne i filmowe reżysera (oczywiście podają też daty). Ten tryb nadinformacji powoduje, że wstydzę się czytać o współczesnych zjawiskach teatralnych ważnych dla Grzegorza Laszuka. W finale wykorzystuje on zakończenie „Fanny i Aleksander”, zmuszając jednego z aktorów do wyrecytowania długiego i nudnego monologu. Niewiele pamiętając z czasów, gdy widziałem film w młodości, boję się sprawdzać, czy Bergman naprawdę napisał tak infantylną i prymitywnie humanistyczną wypowiedź, która godzi wszystko i wszystkich ciepłem ludzkiego serca i umiłowaniem człowieczej bylejakości. Znając z autobiograficznej książki „Laterna magica” problemy szwedzkiego reżysera natury interpersonalnej i damsko-męskiej czy młodzieńczą fascynację nazizmem, podejrzewam, że twórca „Persony” byłby dla Laszuka obiecującym materiałem na kolejną sztukę, w której z uznanego artysty stałby się małym człowiekiem, narcystycznym biseksualistą-erotomanem, bohaterem kompromitujących anegdot z Liv Ullmanm, lecz na przekór tak subiektywnej biografii pozostawałby nadal „przenikliwym” myślicielem, który w swym zadufaniu robił „mądre filmy”.

Laszuk przegrywa z zagadką Tocquevilla, gdy maluje sylwetkę wielkiego myśliciela kilkoma prostymi barwami. Celował zapewne w zburzenie pustego posągu wicehrabii, co na pewno udało mu się efektownie dokonać. Swojego bohatera chciał przywrócić nowoczesności, ale w sztuce nie odnajdujemy wiele z tego, co sprawiło, że dzieła francuskiego polityka nadal poleca się studentom. Tocqueville pozbawiony swoich błyskotliwych uwag i przenikliwości, ograniczony do codziennych aktów krojenia chleba i prowadzenia bezsensownych badań nie wzbudza już podziwu, tylko współczucie.


„Tocqueville. Życie codzienne po Wielkiej Rewolucji”
koncepcja i reżyseria. Grzegorz Laszuk
muzyka: Bartłomiej Rączkowski
Poznań, Centrum Kultury Zamek, 13.09.2014 (premiera)
Warszawa, Komuna//Warszawa, 4–5.10.2014

fot. Marta Ankiersztejn 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×