Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Organizmu zużyte wszystkie rodzaje miłości
Małgorzata Bochniarz-Różańska , Marek Bochniarz
piątek, 02 września 2016
 Rozmowy  Muzyka

Zespół Organizm wyróżnia się na młodej polskiej scenie muzycznej autentyzmem. Każdy utwór poprowadzony od początku do końca z sensem, bez zbędnych dygresji tonalnych: prosto i na temat. Zespół przyciąga nie tylko niezwykłą warstwą dźwiękową, ale i tekstami. Te z „Plaży Babel” opowiadają historie trudnych miłości – ludzi, którzy pogubili się we własnych uczuciach albo są ich pozbawieni. Chcąc być kochani, sami nie potrafią nic dać od siebie. „Mam dość!” – wykrzykuje wokalista w „Dobie hotelowej” – „zużyłem wszystkie rodzaje miłości”.

A. Las i kontrkultura

„jadłem padlinę
uśmiechałem się gorzko
uśmiechałem się czule
już nie wiem czy umiem
czy rozumiem
czy chcę”
Doba hotelowa


Marek Bochniarz: Jak się poznaliście i jak doszło do tego, że założyliście razem zespół?
Tomek Gogolewski: Z przyjaźni. Spotkaliśmy się na studiach. Mieszkaliśmy razem i chcieliśmy wspólnie słuchać muzyki. Każdy przywiózł z sobą instrument, który miał.
Jędrek Dąbrowski: Na szczęście przyjaźń dalej została, i chyba jest naszym największym spoiwem.
T.G.: Najpierw studiowaliśmy – uwaga – na wydziale leśnym [śmiech]. Potem każdy z nas poszedł we własną stronę: Jędrek uczył się montażu, a ja fotografii.

M.B.: ...wydział leśny?
J.D.: Trafiały tam dwie grupy osób. Ci, którzy są z dziada pradziada leśnikami, przychodzą na studia po technikach leśnych i są już z tym zawodem zaznajomieni. Ale trafiają się także postrzeleńcy, którzy mają romantyczne wyobrażenie o życiu na łonie natury. To kontrkulturowcy, podróżnicy czy ornitolodzy, podglądający ptaki, robiący zdjęcia przyrody. Ja na przykład wyobrażałem sobie, że po studiach trafię do lasu i będę doglądać zwierzyny, chodząc z aparatem. Zostanę mistrzem zen, pisząc wiersze w chacie na Mazurach [śmiech].
T.G.: A chciałeś iść na polonistykę…
J.D.: Myślałem o studiach humanistycznych, bo wydawało mi się, że jest tam największa szansa, żeby założyć zespół. Jednak okazało się, że najbardziej formatywnym okresem w moim życiu stały się studia leśne. Ulę Zajączkowską, która zrobiła nam teledyski do „Doby hotelowej”, też poznaliśmy właśnie tam. Ula poza tym, że jest poetką, została naukowcem, botanikiem i niedługo będzie pisała habilitację.

B. „Portret z wróblem”

„spotykamy się przypadkiem
raczej ja spotykam ciebie
nie musisz mieć imienia
więc nie pytam cię o imię

masz 10 lat mniej ode mnie
i śmiejesz sie bezczelnie młodo”
Świeża zieleń

Małgorzata Bochniarz-Różańska: Jędrek, skąd przyszło pisanie tekstów do muzyki?
J.D.: Z jakiejś wewnętrznej potrzeby. Wydaje mi się, że do pisania nie są potrzebne żadne szkoły czy kółka poetyckie. To bardzo indywidualna sprawa – nie potrafiłbym nawet podać pomocnych rad.
Zanim zaczęliśmy grać, pisałem dla siebie. Było to dla mnie ważne – nawet chciałem kiedyś te teksty gdzieś wydrukować. Nigdy do tego nie doszło. Gdy zaczęliśmy grać, okazało się, że wiele form wierszowanych które miałem w zanadrzu, naturalnie wpasowywało się w formy piosenkowe. Gdy wydaliśmy naszą pierwszą płytę, teksty piosenek znalazły swoje naturalne miejsce we wkładce albumu, no i nie trzeba było już więcej się zastanawiać, gdzie je jeszcze ewentualnie drukować [śmiech].
T.G.: Na studiach na urodziny dostałem też od Jędrka wiersz. Był na odwrocie mojego portretu „z liściem” czy „portretu z wróblem” [śmiech].

M.B.-R.: Czego słuchaliście na studiach?
T.G.: Każdy miał podstawowy zespół, ale się zazębialiśmy. Dla Jędrka byli to Depeche Mode czy Nick Cave. Czarne swetry i czerwone róże.
J.D.: ...a Gogol słuchał Toma Waitsa i był wychowany na amerykańskim gitarowym graniu grunge'owym i rockowym. Podobno miałeś też kamizelkę z napisem Queen [śmiech].
T.G.: Mam nawet zdjęcie na tle ściany oplakatowanej gitarzystami. Przeszedłem typową drogę fascynacji gitarą. I to ze względu na gitarę słuchałem muzyki, a nie dla słów.

M.B.-R.: A wasz perkusista?
J.D.: Kubę Affelskiego poznaliśmy później. Był brakującym ogniwem. On z kolei studiował archeologię w Poznaniu. Kiedyś był psychofanem Pearl Jam, a teraz im bardziej alternatywny i niszowy zespół, tym lepiej dla Kuby.

alt

C. „Zawsze pewne jest, że nic nie jest pewne”

„jest duszno
dym kłębi się szukając ucieczki
– daremnie
głośna muzyka pomaga milczeć
lecz nie dajesz za wygraną
i słów używasz”
Promienie

M.B.-R.: Czy jest coś, jakiś cel, do czego dążycie?
J.D.: Łatwiej by nam było odpowiedzieć, gdybyśmy się spotkali tuż przed wydaniem „Plaży Babel”. Mamy podejście zadaniowe. Próby to odskocznia od życia. Takie spotkania, jak na siłowni: przychodzimy i próbujemy coś zrobić. Ostatnim celem było doprowadzenie tej płyty do końca. Jeszcze nie wiemy, w którą stronę nas rzuci dalej.

M.B.-R.: To ile trwają spotkania „na siłowni” nad jednym utworem?
T.G.: Nie da się tego określić. To nie ewolucje, a rewolucje. Czasem gdy się spotykamy, tylko rozmawiamy, a potem następuje wysyp. Mamy salę prób pod Warszawą, do której dojeżdżamy. Wszyscy pukają się w głowę: „spędzacie trzy godziny w aucie, żeby dojechać na próbę, na którą macie trzy godziny”. Ale w ten sposób stwarzamy sobie strefę buforową, dzięki której możemy zanurzyć się w innej rzeczywistości.
J.D.: Mamy taki moment przejścia: jeden z rytuałów, wokół których funkcjonujemy.
T.G.: To działa jak długotrwała terapia. Nie da się z niej wyleczyć, ale można z nią funkcjonować. Gdy powracają neurozy, leczymy się z nich, tworząc.

M.B.: Czyli po zamknięciu materiału na płytę macie wielkie „ufff”?
J.D.: Każda z płyt zamyka jakiś okres. Uff – bo płyta jest zamknięta, spójna i mamy ją w ręku, ale także coś udało nam się przerobić i zamknąć. Tak jak wąż – zrzucamy skórę. Dlatego śpiewanie naszych piosenek sprzed dwóch lat powoli staje się nieaktualne.

M.B.-R.: Teksty Jędrka z „Plaży Babel” dotyczą wielu rodzajów miłości. Takich skrajnych stanów, jak obsesyjne pragnienia i niezdolność do doświadczania uczuć. Skąd taki motyw przewodni?
J.D.: Jesteśmy w wieku, gdy wśród nas i naszych przyjaciół ludzie już jakiś czas są ze sobą i nadszedł czas przewartościowania. Albo zostają ze sobą, albo dochodzi do rozstania. Niektórzy rozpaczliwie szukają potem nowego związku albo odcinają się od tego. Przez ostatnie lata zaobserwowaliśmy wśród znajomych i u siebie tyle rzeczy, że spisane mogłyby uchodzić za kompendium wiedzy na temat związków między ludźmi. Stąd, naturalnie, udało nam się nagrać taki koncept-album jak „Plaża Babel”.
T.G.: Jędrek jest świetnym słuchaczem, napotkani ludzie instynktownie opowiadają mu o sobie… Mógłby wędrować z kozetką. Wielu z naszych znajomych, gdy go spotyka, wylewa z siebie wszystko. A Jędrek słucha i przetwarza.

M.B.-R.: Część tekstów na płycie dotyczy też wyzucia z jakichkolwiek emocji.
J.D.: Bardziej myślałem o tym, jak trudno jest funkcjonować dwubiegunowo. Z jednej strony walczymy o miłość, a z drugiej – o siebie, boimy się poświęcać w imię uczucia, które może być nietrwałe. Czasem obserwuję ludzi, którzy zdają się być w idealnym związku. Zazdroszczę im, jak świetnie się dogadują na każdym poziomie. Potem nagle się rozstają i zastanawiam się, czy to u nich było coś nie tak, czy to ja źle widziałem.
W szkole wiele czasu poświęca się na nauki ścisłe, ale nikt nie zajmuje się tym, by uczyć nas na temat naszych uczuć. Brakuje nam wskazówek, by ocenić własne czy cudze emocje. Bardzo trudne jest poświęcić siebie dla relacji w związku albo takie poświęcenie przyjąć. Ludzie potrafią się ranić bez przyczyny, a potem uciekają od tych emocji. Skąd ich brak? Z bólu, ze zniechęcenia, z rozczarowania. Być może brak uczuć to po prostu forma obronna. Co też jest złudne – im bardziej człowiek zamyka się, tym bardziej łaknie tych uczuć.

„zawsze pewne jest, że nic nie jest pewne
boże spraw bym nie zakochał się już nigdy więcej
spraw bym nie zakochał się już nigdy więcej

dobrze, że pada szybciej zmyję twój zapach
łatwiej będzie wrócić do siebie
zawsze trudno jest mi wrócić do siebie”
Kwiato-stan

D. Język „Plaży Babel”

M.B.: A jak myślicie – skąd się bierze wasza niszowość?
J.D.: Jest muzyka, która może lecieć w tle. Jest przyjemna, ale niekoniecznie trzeba się na niej skupiać. Wydaje mi się, że nasza muzyka jest pod tym względem wymagająca – trudno jej słuchać tylko dla przyjemności. Jest w niej na tyle duży ładunek emocjonalny, że bardzo angażuje.

M.B.: Czyli „Plaża Babel” polegnie jako płyta do kotleta?
T.G.: W utworach zawsze szukam napięcia. Jeśli gdzieś go brakuje, to mówię chłopakom, by to odrzucić i nie brnąć dalej.

M.B.: Wszystkie utwory Organizmu są w języku polskim. Co byście powiedzieli nad temat polskich zespołów, lubujących się w piosenkach w języku angielskim? I jak się odnajdujecie ze swoją muzyką w polskiej kulturze słowa?
J.D.: Źle bym się czuł, śpiewając po angielsku. Zastanawiałbym się, czy mój akcent jest wystarczająco brytyjski i czy to, co śpiewam, nie jest aby paździerzowe. Wiem jednak, że dla kogoś naturalne może by śpiewanie po angielsku. Mam wrażenie, że im młodsze są zespoły metrykalnie, tym jest to dla nich naturalniejsze. Nawet to rozumiem. Potraficie wymienić znany zespół ze Szwecji, który śpiewa po szwedzku?
T.G.: Wydaje mi się, że język angielski może być pewnego rodzaju maską, która ułatwia komunikację. Maska daje już pewne wrażenie i można się za nią ukryć.
J.D.: Zwróciłem uwagę na ciekawą sprawę związaną z recenzjami płyt polskich zespołów. Gdy śpiewają po angielsku, to recenzenci piszą o muzyce. Przy zespołach, które śpiewają po polsku, piszą z kolei głównie o tekstach.
My chcemy grać intensywnie. Kiedy śpiewamy po polsku, wiemy, że nasz przekaz jest bezpośredni i trafia w punkt. I nie ma się za czym schować.

„wiem kim mogłem być
a kim nie jestem dziś
wiem też czego chcę
i czego dzisiaj nie chcę”
Odliczanie

alt

/Organizm składa się z następujących organów/
* Tomek Goglewski –:- gitary, klawisze, chórki
* Jędrek Dąbrowski –:- śpiew, bas, perkusjonalia
* Jakub Affelski –:- perkusja, automaty perkusyjne, klawisze, sample, moog, przeszkadzajki
/dyski z Organizmu/
2008: „Głową w Dół”
2010: „Koniec, Początek, Powidok”
2014: „Plaża Babel”
/Zwiedz z Organizmem ich Facebooka/

Fot. zespołu: Jacek Podgórki
Fot. Kuby Affelskiego: Muisto.pl
Kadr z filmu animowanego „Locus” Anity Kwiatkowskiej-Naqvi dzięki uprzejmości artystki

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×