Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
ADU z wizytą duszpasterską w Poznaniu
Marek Bochniarz
poniedziałek, 08 lutego 2016
 Rozmowy  Sztuki wizualne

„Otwieram Nowe Średniowiecze
– duszy epokę, misteriów przestrzeń.
Stańmy do walki z miłości mieczem!

Otwieram Nowe Średniowiecze
– złoty kierunek, do słońca wejście.
Stańmy do walki z otwartym sercem!”

ADU, Teatr Powszechny, AD 2016

Czy Pani ewangelizacyjny występ w Teatrze Powszechnym 26 stycznia na seminarium „Nowe średniowiecze” był pierwszym show na żywo?

Nie, ale nie miałam wielu występów – to jeden z pięciu, których doświadczyłam. Specjalnie zaśpiewałam nową wersję piosenki z refrenem „Nowe średniowiecze” – właśnie dla tej dyskusji w Powszechnym taki refren ułożyłam. Piosenka miała inne słowa, ale uznałam, że pasowałoby odniesienie się do tego średniowiecza, tym bardziej że szykując się do tej dyskusji, odkryłam, że idea nowego średniowiecza bardzo wpisuje się w to, co robię.

Każdy z moich występów jest trochę inny, ale mają zbliżony program. Nawiązuję do tras wielkich gwiazd, w których wszystko jest wcześniej przygotowane, zsynchronizowana, są wizualizacje i choreografie, wybuchy różnych efektów.

Jak przygotować taki występ? Miałem poczucie, że jestem na występie wielkiej gwiazdy, choć Sala Prób Powszechnego nie pasowała…

To bardzo dużo pracy i sama wykonuję cały proces – od momentu wymyślenia piosenki, skomponowania muzyki, stworzenia podkładu na komputerze, przez nagranie wokalu w szafie u mnie w pokoju, prowizoryczny mastering, po stworzenie wizualizacji teledysku i choreografii. To nie do końca profesjonalna produkcja, ale przez to dziewczyńska i naturalna. Zależy mi, by to powstawało w taki sposób: w moim pokoiku sama sobie tworzę wszystkie elementy show, które później sprawiają wrażenie wielkiego, spektakularnego przedsięwzięcia.

Poza „Church is a Girl”, moje teledyski są bardzo niskobudżetowe. Zwykle przez kilka dni nagrywam i montuję, pomysł wykluwa się jednak wcześniej. Tekst do „Jaraj się Marią” napisałam na początku 2013 roku, a zanim wyszedł teledysk, był już koniec roku.

alt

A trema?

Bardzo się stresuję. Nie mam doświadczenia estradowego i scenicznego, i nie jestem kimś, kto od dziecka było jak robocik przygotowywane do tego typu zawodu. Przeciwnie, rodzice odpychali mnie od takich zamiarów. To są moje pierwsze razy. Zawsze na początku zaciska mi się gardło, zwłaszcza kiedy wiem, jak wielu ludzi ocenia mnie i to, co robię. Są bardzo różne komentarze. Niektórzy stoją tylko z założonymi rękami i patrzą.

Co innego, kiedy publiczność dodaje otuchy, a co innego, gdy ludzie się obruszają, co tylko potęguje stres. Ale taki jest zawód artysty, trzeba pod ten ostrzał wychodzić.

Udało się Pani nawiązać kontakt z publicznością? Bo oczekuje Pani interakcji – wymachiwania rękami, śpiewania refrenów, pokazywania trójkątów dłońmi… W Teatrze Powszechnym mało osób się na to zdecydowało – mnie też było trudno…

Domyślam się, że nie jest to łatwe. Promuję treści religijne i ludzie zastanawiają się, czy jest to afirmatywne, czy krytyczne – dlatego nie wiedzą, jak zareagować. W Teatrze Powszechnym sytuacja była podobna jak w Centrum Sztuki Współczesnej. Ludzie, którzy przyszli na panel, nie byli nastawieni na sytuację koncertowej interakcji, tylko intelektualne wywody, choć widziałam, że parę osób zaczęło działać. I dla mnie jest to pozytywne, że mimo konwencji panelu czy seminarium, miała miejsce interakcja. Na koncertach w klubach jest inaczej: ludzie skaczą, a ich ekspresja jest o wiele silniejsza. Chodzi mi też o to, by prowokować sytuacje, których ludzie się nie spodziewają – i nagle zostają zewangelizowani!

Mogłaby Pani opowiedzieć o tych koncertowych sytuacjach?

Występowałam w klubie ASP „Eufemia”. Zostałam zaproszona, żeby zagrać na urodzinach dziennikarza Patryka Chilewicza. Uważam, że fajnie jest wychodzić do różnych środowisk. Publiczność zaczęła mi nawet wyrywać mikrofon i śpiewać: „tęczowe embriony na trony!”. To było pozytywne, że również oni odnaleźli w tym coś dla siebie.

Grałam także na Festiwalu The Artists w Parku Sowińskiego. Pierwszy raz miałam do czynienia z dużą sceną. Były tam osoby odpowiedzialne za efekty świetlne czy profesjonalny akustyk, który miksował dźwięk. Na festiwalu są pokazywane projekty muzyczne różnych artystów wizualnych. To jeszcze jednak nie był Open'er, na który przyszłyby tłumy.

Moja sława cały czas ewoluuje – jestem pomiędzy etapem garażowym a publicznym. Wierzę w to, że jeszcze uda mi się zagrać w Opolu i na Eurowizji. Już sobie to nawet projektuję w głowie.

Ma Pani wykształcenie muzyczne?

Nie, jestem totalną amatorką. Gdy byłam mała, przez dwa lata uczyłam się grać na pianinie. Pozostały mi proste umiejętności poruszania palcami. Po studiach usiadłam i coś sobie zaczęłam układać. Co prawda uczyłam się czytać nuty, ale to było tak dawno, że już ich nie pamiętam. Nie potrzebuję tego jednak do komponowania, mniej więcej rozgryzłam system. Proste umiejętności wystarczą do tworzenia piosenek popowych. Nie chodzi mi o to, żeby to było muzycznie dopracowane, tylko żeby treści były przekazywane w prosty sposób.

Wystąpi Pani w Arsenale?

To będzie raczej tylko wystawa. Wiosną planuję jednak zrobić trasę po klubach i muzeach. Byłoby to coś małego, bo w tym momencie nie dałabym rady pojechać w dużą trasę.

Jak doszło do wystawy „Bóg i dziewczyna”?

Dyrektor Arsenału Piotr Bernatowicz po wywiadzie dla „Frondy Lux” zainteresował się moją twórczością – stąd spontaniczna propozycja zorganizowania wystawy.

Wystawa ma mieć charakter retrospektywny i pokazywać różne etapy mojej twórczości, a na końcu oddźwięki – reakcje publiczności. Chciałabym, aby widz, przemierzając ekspozycję i oglądając twórczość, którą tworzyłam podczas przemiany duchowej, mógł przejść podobne procesy myślowe o tematyce duchowej i religijnej.


Skąd bierze się nienawiść do Pani twórczości ze strony niektórych mediów ultraprawicowych, które przypinają Pani metkę satanistki?

…satanistki, profanatorki, bluźnierczyni, pseudoartystki…  Skrajnie prawicowe środowiska inaczej odczytują moją sztukę. Zatrzymują się na jej formie. Myślą, że jeśli coś jest kolorowe i wesołe, to od razu i prześmiewcze. Chcieliby, żeby sztuka była w pewnym kroju, ramie estetycznej – najlepiej klasycznej. Gdy zaczyna się mówić o treściach religijnych w sposób bardziej pojechany, awangardowy i nowoczesny, zaczynają odczytywać to inaczej.

Portale skrajnie prawicowe uderzyły we mnie w momencie największego politycznego ognia. Zostałam użyta w grze, walce o władzę. Poza tym są uprzedzone do takich instytucji jak Zachęta, bo miało w niej miejsce wiele skandali. Grupy, które dochodziły do władzy, wykorzystywały te zdarzenia do zwiększania swojej popularności. Potem ci ludzie, gdy dowiadują się, że coś jest pokazywane w Zachęcie, od razu uznają, że to szatan.

Gdy zostałam oskarżona przez te portale, nagle skontaktowały się ze mną środowiska hipster-prawicowe. Chcieli mnie poznać i zobaczyć, jakie naprawdę są moje intencje. Zrobili ze mną wywiad. Okazało się, że to bardzo ciekawe środowisko i w zupełnie inny sposób patrzące na to, co robię.

alt

Sięgnęła Pani jednak po estetykę kampową, która identyfikowana jest z kontrkulturą, buntem, anarchizmem…

Okazało się, że również oni bardzo jarają się kampem. Nawet pisali o nim, czy o kulturze disco. Zresztą to oni pierwsi nazwali mnie artystką kampową. A tak szczerze mówiąc, to kamp nie był moją główną inspiracją, tylko gwiazdy pop. Skoro jednak moja produkcja ma charakter chałupniczy i brakuje jej perfekcji, to wyszedł z tego trochę kamp.

Ten kicz jest świadomy. Moją formą ekspresji są kolory i brokaty. Przedstawianie treści religijnych w ten sposób jest fajne. Nie wszystko musi być napuszone i wyrafinowane. Religijność może być też kampowa!

Gdy robiłam „Oblubienice” na wystawę w Zachęcie, chciałam zmienić tę estetykę. Zaczęłam współpracować z profesjonalistami od dźwięku, zdjęć i wyszło to inaczej. Był to następny etap w mojej twórczości. Myślałam wtedy, że wszystko się zmieni i odtąd będę coraz bardziej profesjonalna i minimalistyczna. Uważam jednak, że zawsze pozostanie w moich pracach posmak dziewczyńskiej kampowości – w tym czuję się najlepiej.

Czy mogłaby Pani opowiedzieć o chrześcijańskich artystach, którzy zwrócili Pani uwagę?

Zbigniew Warpechowski jest osobą wierzącą i bardzo często odnosi się do religii. Wymyślił „awangardowy konserwatyzm”, aby robić to za pomocą sztuki nowoczesnej. Bardzo cenię jego twórczość. W moim pokoleniu nie za bardzo widzę artystów tworzących sztukę religijną, która by mnie tak pociągała jak moja własna. Wielu artystów co prawda odnosi się do religii, ale nie są to w ich twórczości znaczące zwroty i nie pokazują oni w ten sposób swojej wiary.

Z muzyków znam rapera Tau. Gdy się nawrócił, stworzył piosenkę „Traper”. Podobało mi się to – było z mięsem, nawet trochę pyszne, ale fajne. Natomiast później, im bardziej wchodził w religijność, tym bardziej stawał się słodki. Niby było to nadal nowoczesne, ale było coraz mniej hardkoru i zaczęło się robić mdłe. Wydźwięk jego pierwszej wypowiedzi o religijności był silny, a później zaczęła się z tego robić hip-hopowa oaza.

Czyli taka przemiana na miarę Arki Noego?

Często artyści nawracający się zaczynają zatracać czy odrzucać wcześniejszą formę ekspresji, a w niektórych przypadkach zaczyna to nabierać charakteru przypominającego lizanie tyłka Kościołowi – jakby twórca chciał się mu bardziej przypodobać.

Ja jednak wolę się wystawiać na klapsy od hierarchów.

I już dostała je Pani?

Na razie jest cisza. Wiem, że mnie obserwują, ale jeszcze się nie wypowiedzieli. Niektórzy księża jednak do mnie piszą, że jest to intrygujące, ale jakby nie wiedzą, co z tym zrobić. Pytają się, czy jestem wierząca.

Gdy tworzyłam moje ewangelizacyjne piosenki, chciałam mówić o Marii nowoczesnym, młodzieżowym językiem. Bałam się jednak, czy nie za mocno dotknęłam motywów religijnych. Na wystawę w Arsenale przyjedzie ksiądz Andrzej Draguła, który zajmuje się tropieniem bluźnierstw. Czytałam jego książki, są bardzo interesujące i opisują przypadki skandali religijnych w kulturze i sztuce. Dlatego jestem bardzo ciekawa, jaka będzie jego wypowiedź na mój temat. Nie ukrywam też, że gdybym stała się bohaterką jego kolejnej książki, byłabym wniebowzięta.

alt


Fot:

1 – ADU in person

2 – teledysk „Jaraj się Marią” (2013)

3 – ADU zaprasza na Festiwal The Artists

4 – teledysk „Church is a Girl” (2015)

5 – rzeźba „Embrion” (2012)


 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×