Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Dobre, bo polskie: Tauron Nowa Muzyka
Marek Bochniarz
czwartek, 18 sierpnia 2016
 Muzyka  Festiwale

I. Uwertura: OFF, co przypochlebia się władzy i chce być drugim Tauronem

Coś brzydko pachnącego miało miejsce w światku katowickich imprez muzycznych. OFF Festival stał się wdzięcznym obiektem trollingu politycznego Jasia Kapeli za sprawą wprowadzenia do programu literackiego panelu o żołnierzach wyklętych. Publicysta uznał, że zaprotestuje: i w mundurze żołnierza odśpiewał zmienione słowa „Roty”, wymierzając dyrektorowi artystycznemu siarczysty policzek słowami „Nie będzie Rojek pluł nam w twarz”.

Sprawa jest o tyle kuriozalna, że organizatorzy imprezy mającej być polskim Olimpem muzycznej alternatywy zawikłali się niechlubnie w politykę historyczną w wydaniu narracji zgodnej z sympatiami rządzących. Na dziesięciolecie OFF-u niektórzy z jego fanów odkryli, że ich ulubione muzyczne party przestało być cool. Ci, którzy nie zbojkotowali festiwalu, nie wywalili do kosza zajechanych płyt Myslovitz czy Lenny Valentino i jednak przyjechali do Katowic, pomrukują teraz, że OFF był najgorszy od dawien dawna.

Poza tym organizatorzy dziwnym trafem wrzucili do programu sporo muzyki elektronicznej (np. Laudę), dekalkomańsko zbliżając się w stronę klimatów znanych bardziej z Taurona. Że coś się skończyło – można odnieść wrażenie, czytając relacje wiernych bywalców, którzy przez dekadę wyrośli z vansów, odkrywając po drodze, że festiwale już ich tylko męczą i – jak Małgorzata Halber w „Vice” – dziś martwią się bardziej o wygodny hotel i to, jak uciec przed hałasem. Kogo wątek ambiwalentnej wartości festiwali zainteresował – niech odkurzy numer czwarty numer „Czasu Kultury” z 2013 roku dedykowany patologiom choroby zwanej festiwalozą.

Czy zatem na tle przejrzałego i zdewaluowanego OFFu jego równolatek – Tauron Nowa Muzyka – wciąż trzyma rękę na pulsie bitów?

II. Słuchowiska: stara-nowa forma muzyczna

Zapewne dla wielu warszawiaków zaskoczeniem mogło być zorganizowanie przez Teatr Studio letniego Festiwalu Słuchowisk. Obecnie ta dość zabytkowa forma muzyczna przeżywa jednak drugą młodość – nie tyle może za sprawą rozwoju sound artu, ile skłonności współczesnej kultury do nostalgii i poetyki retro. Organizatorzy sięgnęli zresztą do wielu klasycznych nagrań (np. „Polak melduje z kosmosu” Eugeniusza Rudnika), prezentując je w formule silent disco lub w formule zbliżonej do kinowego seansu.

Na Tauronie współczesne słuchowiska reprezentują „Kopyta zła”. To eksperymentalne przedsięwzięcie artystki wizualnej Joanny Szumacher, bawiącej się w ekscentryczne zabawy z pogranicza performansu i dźwięku, i muzyka Pawła Cieślaka. Jak można się więc spodziewać, ich „Kopyta zła”, choć inspirowane depresyjną twórczością Edgara Allana Poego, nie powinniśmy traktować zupełnie poważnie, co zresztą czuć w samej warstwie muzycznej.

http://requiem-records.com/pl/albumy/112,0


III. SF po polsku: Palcolor (Emil Macherzyński)

Polscy artyści przeżywają obecnie na gruncie muzycznym to, co niegdyś nie udało się naszym filmowcom: płomienny romans z science fiction. Ci, którzy zajmują się elektroniką, potrafią zaskoczyć absorbującymi słuchowiskami (Krysia Zalewska i Filip Kalinowski w „Drodze do Tarszisz” mieszają prozę Lema z „Moby Dickiem”, a Kamil Szuszkiewicz w „Robocie Czarku” stawia pytania o granice człowieczeństwa niczym Isaac Asimov). Inni decydują się na gatunki wręcz archiwalne i martwe – jak zrobił to trójmiejski zespół Amapacity, sięgając po space rock.

Emil Macherzyński w projekcie Palcolor proponuje słuchaczowi muzykę elektroniczną wyrafinowaną i subtelną, która nie jest ofensywna i łatwo da się polubić. Swoje albumy artysta projektuje zawsze w bardzo przemyślany sposób: na przykład wypuszczone na kasetach magnetofonowych szorstkie „Rogue Planet” i melancholijny, poetycki „Moontrap” odwołują się brzmieniem i okładkami do pesymistycznej literatury fantastyki ze złotej ery. Niektóre pomysły Macherzyńskiego zaskakują – medyczno-laboratoryjne „Mikroorganizmy” wydał na mini-CD w szalce Petriego, ozdobionej rysunkami tytułowych „bohaterów”. Jest to zatem trochę muzyczna literatura, choć zupełnie pozbawiona strony wokalnej.

Niedawno Palcolor dokonał zresztą kolejnej stylistycznej wolty – sięgając w wydanym w tym roku, wdzięcznym i chwytliwym „Muranów Workshop” po bardzo taneczne techno. Wszystkie albumy Macherzyńskiego wypuściła Oficyna Biedota – jeden z małych labeli pokroju Latarnia, Wounded Knife czy Magia, które preferują edycje na nostalgicznej i znów modnej taśmie MC.

http://palcolor.bandcamp.com/


IV. Dick4Dick
się elektryfikuje

Na elektronikę, i to w wersji analogowej, postawił też ostatnio Dick4Dick (zespół starszy nieco od Taurona). Ci, którzy zakochali się w zespole przez to, jak muzycy żonglują wątkami LGBT na granicy smaku i na przekór polskiej homofobii – mogą poczuć się zawiedzeni. Rockowe fellatio z SM-owego teledysku „Drink My Kefir” czy nabrzmiały penis w winylowych czerwonych slipach z zamkiem błyskawicznym na okładce „The Legendary Dick” chyba powoli przechodzą już do historii. Niegdyś Dickies bawiły się też trochę w ekologiczne hipsterstwo (oda do miłości w lekkim „Summer Remains” z tęczowym motylkiem na okładce).

Nowy album „tau Ceti e” to najbardziej „kosmiczna” produkcja zespołu, ale nie pierwsza jego wycieczka w stronę SF. Pamiętacie wulgarną, komiksową space-operę Jakuba Rebelki „Harem Zordaxa”, odwołującą się do erotyki rodem z pornograficznej „Barbarelli” Jean-Claude’a Foresta? Dickies, niczym herosy glam-rocka, walczą w niej z Zordaxem, aby przywrócić harmonię kopulacji we wszechświecie… O „tau Ceti e” krytycy muzyczni wypisują, że dominuje w nim muzyka klubowa, proste, śliczne i transowe kompozycje. Wytrawne ucho fana Dick4Dick rozpozna na pewno znajomo brzmiące „przegięcie”, wysokie wokale i niesforną zabawę w niedoskonałe muzykowanie. „Tak czy nie”? Raczej tak.


V. Między stylistykami: Stara Rzeka

Na Tauronie solowo wystąpi Kuba Ziołek, który po dwóch albumach „Cień chmury nad ukrytym polem” i „Zamknęły się oczy ziemi” ponoć pożegnał się ze Starą Rzeką i jeszcze trochę koncertuje z tym materiałem. To projekt muzycznie trudno definiowalny: eklektyzm stylistyk, w których sąsiadują ze sobą black metal, kraut rock i folk (na ten ostatni wskazują zresztą „ludowe”, cepeliowe wycinanki i ornamentalne wzory z okładek). I choć Stara Rzeka istnieje, to: „Nie jest to specjalnie «magiczne» miejsce. Mała wioska położona w dolinie, przez którą przepływa Wda. Zafascynował mnie stalowy mostek, który pasuje tam jak pięść do oka, a jednocześnie wprowadza pewien element, bez którego nie potrafię myśleć o wsi, ale też o naturalnym krajobrazie w ogóle” – przyznaje Ziołek w wywiadzie na nowamuzyka.pl. Jakby mimochodem, dobrze podsumował w ten sposób chaotyczny krajobraz swojej muzyki (albo prawie że kompulsywne tworzenie przez siebie różnych formacji i płyt).

Zamiłowanie Ziołka do mieszania różnych dźwiękowo parafii będzie obecne na Tauronie zresztą podwójnie. Poza solowym występem Starej Rzeki, posłuchamy artysty podczas równie ekscentrycznego występu zespołu T'ien Lai (niegdyś duetu z Łukaszem Jędrzejczakiem, obecnie kwartetu: z Rafałem Kołackim i Mikołajem Zielińskim).


VI. Pacyfistyczne trele-morele: Maria Peszek

Maria znów ma awarię. Po zdaniu relacji z problemów ze zdrowiem psychicznym, trochę infantylnej zabawy w klecenie antychrześcijańskich wersetów, „Karabinem” walczy z uprzedzeniami, rasizmem, ksenofobią, polskim hejterstwem i czymś tam jeszcze, wpisując się w społeczną debatę o Innym. Może nam to – jak i rzeszy antyfanów Marii – mocno nie trafiać w muzyczny gust czy estetyczną cierpliwość. Gdyby polskie kino miało swoją serię parodii typu „Straszny film”, Peszek na pewno by się w niej w niewybredny sposób oberwało. Zresztą jej nowy album i towarzyszące mu teledyski są wdzięcznym obiektem żartów w internecie (np. satyryczne wydarzenie na Facebooku „Tak dla delegalizacji Marii Peszek”. Chcę wierzyć, że organizatorzy Taurona umieścili w programie Peszek nie tylko dlatego, że jej nazwisko przyciągnie zastępy publiczności, ale z powodu tego, jak artystka dobrze czuje różne mody – i za nimi, trochę na oślep, podąża. „Karabin” to przecież dość miarodajna próbka muzyki zaangażowanej politycznie, która znów wraca do łask – jak widać, w Polsce nie tylko w prawicowym i katolickim wymiarze.


Oczywiście, obecność polskich muzyków na 11. Festiwalu Tauron Nowa Muzyka będzie znacznie intensywniejsza. Festiwal odbędzie się w dniach 18–21 sierpnia na terenie nieczynnej Kopalni Węgla Kamiennego Katowice.


fot. Radosław Kazimierczak

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×