Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Libacje głupca z homeodziwkami. Ku ocaleniu świata
Marek Bochniarz
czwartek, 07 kwietnia 2016
 Literatura

alt


„Jak powiedziałem swojemu przyjacielowi, Mebiusowi, który pracował nad kostiumami i na potrzeby filmu [„Diuna”], narysował trzy tysiące rysunków: «Porażka nie istnieje. Jest tylko pojęciem stworzonym przez umysł. Zamiast mówić o porażce, nazwijmy to zmianą drogi».
Jako że nie mogliśmy już wyrażać naszych wizji w formie filmu, zaproponowałem mu wspólne tworzenie komiksów. W ten sposób powstał «Incal», który okazał się wielkim sukcesem”.
Alejandro Jodorowsky o genezie powstania „Incala”, „Mistrz i czarownice”

„W pewnym momencie dochodzi się do takiego poziomu świadomości, na którym wiadomo, co jest snem i co się śni. Obrazy senne to doświadczenia, które zmieniają nas tak jak wydarzenia w realnym życiu. […] kiedy przestałem się bawić w czarodzieja i oswoiłem koszmary, przekształcając każde zagrożenie w sprzymierzeńca, dar lub pozytywną energię, stałem się we śnie własnym terapeutą. Leczyłem rany emocjonalne, uzupełniałem niedostatki”.
Alejandro Jodorowsky o roli świadomych snów w autoterapii, „Taniec rzeczywistości”


Czytanie Jodorowsky'ego – obojętnie, czy będą to lektury filmów, powieści, przewodników po jego autorskiej, osobliwej terapii panicznej, czy wreszcie komiksów – jest czynem zaskakująco hedonistycznym i w gruncie rzeczy dość fizjologicznym. Mówiąc otwarcie: można dostać spazmów, o czym biedak Jodorowsky mógł się przekonać dawnymi czasy, gdy w Ameryce Południowej prowokował publiczność do tak zdecydowanych postanowień jak: „zlinczujmy drania” (patrz: dramatyczny finał pokazu „Fando i Lis”).

Dziś Chilijczyk wywołuje w nas jednak raczej tylko te pozytywne drgawki, bo jego psychodeliczne wizje nabrały przydającej poloru patyny i retrowdzięku srebrnego wieku science fiction. O ile oczywiście nie jesteśmy księdzem Andrzejem Lutrem, który na polskim poletku prowadzi kampanię przeciw herezjom i wolnomyślicielstwu Alejandro (intuicja podpowiada mi, że poszło o bluźnierczą „Świętą górę”).

Kompulsywna, trudna do opanowania chęć konsumpcji w całości, naraz, bez umiaru, na jednej nodze wychodzi najpełniej na wierzch przy ostrych konfrontacjach z komiksowymi sagami science fiction charyzmatycznego psychomaga. „Kastę metabaronów”, „Technokapłanów”, „Megalex” czy wreszcie „Incala” łączy – poza związkami fabularnymi i tym, że ich akcja rozgrywa się w jednym, spójnym uniwersum – to, że czytelnik dobrowolnie i w pełni świadomie zapada się w nie jak w grząskie piaski. Zanim się spostrzeżemy, już w błyskawicznym tempie lecimy głową w dół. Trochę jak John Difool, detektyw klasy R (czyli private eye gorszego sortu) z „Incala”. Na początku tej historii nieszczęśnik spada prosto w ocean kwasu, gdzie – o ile ktoś go nie uratuje – jego ciało roztopi się i zdematerializuje. Podobnie i my: rozkosznie rozpływamy się w tym pięknym i strasznym komiksie.

Poprawiny // Powroty Incala: ach, znów ten komiks // powtórne wizyty w Alei Samobójców

Nowa, jedyna słuszna wersja incalowej serii, którą fortunnie wydało nareszcie Scream Comics, zawiera oryginalne, zachwycająco odrażające, plugawe i finezyjne akwarelowe malunki Moebiusa. Dotychczas w Polsce było dostępne wyłącznie wydanie z grafikami o kolorach uproszczonych: zmodyfikowanych cyfrowo, które wśród fanów Jodorowsky’ego na całym świecie wywołało wiele (chyba dość słusznych) kontrowersji.

„Od wydania «Incala» przez Egmont minęło prawie 15 lat, a więc cała epoka w komiksie. Przynajmniej tyle czasu, by dorosło całe pokolenie czytelników, które nie miało w ogóle okazji spotkać w księgarni «Incala» w jakiejkolwiek wersji kolorystycznej. Zaczęliśmy od «Final Incal» i okazało się, że mamy zewsząd prośby o wznowienie «Incala» bo większość czytelników nie miała go na półce. Zdecydowaliśmy się mimo wszystko sprostać również oczekiwaniom tych, którzy «Incala» Egmontu już szczęśliwie posiadali. Naturalnym więc było wydanie go w kolorach Beltram i w nowym tłumaczeniu. Język przecież też ewoluuje. Doceniając to, co zrobił Egmont, zaoferowaliśmy nową książkę” – wyjaśnia Marcin Kaliński ze Scream Comics.

Trudno potępiać decyzję Egmontu, który dokonał rewolucji w polskich wydaniach komiksów dla dorosłych: w imponującej serii „Mistrzowie komiksu” wydał w luksusowej oprawie graficznej inne arcydzieło Jodorowsky’ego: wywołującą skrajne emocje, gorzką dystopię „Księżycowa gęba”. „Białego lamę”, jako wizualnie najbardziej urokliwe dzieło Jodrowsky'ego dostępne w Polsce, podarowałem nawet swojej byłej dziewczynie, ale ta nigdy go nie przeczytała, być może trochę stremowana tym, że Chilijczyk zanurzył komiksową historię w korporealiach i meandrach niezbyt zrozumiałego dla Europejczyka buddyzmu tybetańskiego.

Garden Party // Alternatywne światy Jodorowsky'ego: „Megalex”

Zanim powrócimy jednak do niesamowitego „Incala”, zmierzmy się jednak z ultraabsorbującym „Megalexem”. Ten energetyzujący komiks, pełen cycastych panienek i superfacetów o prężnych członkach, lawiruje na granicy dobrego smaku. Prowokuje również do wielu gorzkich refleksji, bo mierzy nas z wizją brutalnego rozwoju techniki, jakiej nie sposób jednak wyrugować ze współczesności. I pokazuje rzeczywistość, w której dokonuje się eksterminacji życia organicznego. Czy śliczne drzewka i urocze zwierzątka czeka wymarcie? Bo, koniec końców, być może ulegniemy w przyszłości ostatecznej digitalizacji i przybierzemy robotyczne powłok (to lęk paniczny, który towarzyszy Jodorowsky’emu i Moebiusowi przez całego „Incala”)? Czy niedoskonałe i podatne na anomalie życie bio ma jeszcze rację bytu?

„«Megalex» Jodorowskiego, choć gatunkowo należy do science fiction, stanowi paralelę współczesnego świata i jego konfliktu między postępem cywilizacyjnym a ochroną przyrody, rozdźwięku między społecznym porządkiem a indywidualizmem. Problemy, które obecnie zdają się dopiero uwidaczniać, w komiksie zostały wyolbrzymione i przerysowane. Dotyczą skrajnego hedonizmu, bezmyślnego życia nastawionego na konsumpcję czy gloryfikacji młodości. Szkoda, że krótka forma komiksu wymusza manierę skrótowego i uproszczonego przedstawienia, bez pola do szerszego zarysowania tła i stopniowego budowania historii. Ze względu na mnogość podobieństw, „«Megalex» nieodparcie przywołuje mi na myśl «Nowy wspaniały świat» Aldousa Huxleya. Z drugiej strony posiada wyraźne elementy archetypowe, takie jak postaci Wielkiej Matki, Mędrca, Animusa, Animy, które pozwalają czytać historię na zupełnie innym poziomie, z pozycji psychologii głębi Carla G. Junga” – przyznaje Hanna Gurzęda, japonistka i zagorzała miłośniczka fotografii artystycznej, którą do komiksowej twórczości Jodorowsky’ego przyciągnęła wyrafinowana forma graficzna.

To, że Scream Comics obrało za jeden z głównym obiektów zainteresowania Jodorowsky’ego, jest też uzasadnione jego wyjątkowym miejscem we współczesnej kulturze – wie to każdy, kto prześledzi losy kreatywnego teamu, który pracował nad nigdy nie zrealizowaną adaptacją „Diuny”. „To postać wybitna i prawdziwy człowiek renesansu (choć to dość niefortunne określenie). Człowiek pokolenia Topora – a więc z grona tych, którzy na dobre zmienili sztukę. Dziś, po upływie lat, często nie widzimy innowacyjności jego dzieł. W końcu te czy inne pomysły znamy... z utworów jego naśladowców. Uważamy jednak, że warto przedstawić tych «klasyków» w szerszym zakresie komiksowej publiczności” – wyjaśnia Marcin Kaliński.

Zakąski i przystawki // Dopiero po „Incalu” w pełni zasmakujemy w science fiction

Po co jednak wracać do tak starej i przykurzonej opowieści rysunkowej jak „Incal” – pełnej rzeczy dziś już zaprzeszłych? Komiks może nas miejscami wręcz solidnie zirytować nie zawsze czytelnymi i zrozumiałymi odniesieniami do dalekowschodniej filozofii, której Jodorowsky jest niemałym znawcą, czemu daje zresztą swój wyraz w prawie każdym wytworze. I tu pojawia się ze strony odbiorcy problem strawności przekazu. To po co się męczyć?

„To komiks, który na zawsze odmienił i obrazkowe medium, i literaturę sci-fi. Oglądając filmy Tarantino czy «Grę o tron», widzimy, jak wielki wpływ na dzisiejsza popkulturę miały pomysły scenariuszowe Jodorowsky’ego, czy choćby jego lubość w ukazywaniu okrucieństwa” – kwituje Kaliński.

Poza tropieniem zaułków nauki zwanej wpływologią zwyczajnie nie możemy się jednak oderwać od opowieści, która daje czasem wytchnąć, gdy dryfuje w rejony niezupełnie serio, a także posiada uniwersalny pierwiastek nie ulegający niszczącemu wpływowi czasu. Chodzi oczywiście o perswazyjne zdolności Technobarona Alejandro, który wie, jak solidnie zatchnąć czytelnika i załomotać mu w głowie, aż zadzwoni w uszach. A że za pomocą twórczości wyleczył choroby swojej duszy i zmierzył się z traumatycznymi przeżyciami (np. śmierć syna) – odcisnął na niej piętno głębokich autentycznych emocji, jakie trudno podać w wątpliwość.

„Osobiście, poza warstwą czysto artystyczną i rysunkami Moebiusa, lubię inteligencję tego komiksu. Dystans do bohaterów i przedstawionego świata. Poczucie humoru i jednocześnie surrealizm rzeczywistości. Myślę, że to dzięki temu «Incal» nie zestarzał się tak, jak wiele dzieł sci-fi sprzed dekad, gdzie postawiono na konkretną wizję przyszłości w perspektywie zmian techniki i technologii. W «Incalu» też mamy statki kosmiczne, klony, sztuczną inteligencję, ale wszystko to zostało podane w pewnej umownej stylizacji. Z drugiej strony odkrywamy świat przyszłości, będący odbiciem naszego świata w krzywym zwierciadle” – podsumowuje Kaliński.

Hulaka // John Difool: głupiec na głupcami

Jodorowsky przyjął prostą, ale błyskotliwą strategię, dzięki której – obojętnie, jak bardzo metafizyczny i psychoaktywny temat by nie obrał – nie popada nigdy w śmieszność. Za głównych bohaterów obiera często postaci o wielu przywarach i słabościach, którzy wywołują w nas litość i uśmiech. Taki jest gustujący w czarnych wdziankach, morderczy Kret z filmu „El Topo”, niezmiernie głupi na początku swej drogi ku oświeceniu, czy Tinigrifi – pocieszne mówiące zwierzątko, ratujące z opresji potężnego, choć nadmiernie idealistycznie nastawionego do życia Albino, głównego bohatera „Technokapłanów”.
A trudno o bardziej pełnego sprzeczności i osobliwszego bohatera niż John Difool. Tak charakteryzuje go Marcin Kaliński: „Oto everyman, który choć jest normalnym tchórzem i konformistą, musi walczyć ramię w ramię z superbohaterami...”.

Poznańska reżyserka filmów animowanych, Tessa Moult-Milewska, widzi w Difoolu postać głupca pożyczoną z tarota, do którego Jodorowsky ma spory sentyment (i, jeśli pogrzebiemy głębiej w fabule, to więcej takich archetypiczno-uniwersalnych osób w niej uświadczymy). „Imię John – tak jak w przypadku Johna Nada z filmu Carpentera «Oni żyją» – to imię typowe, świadczące o tym, że nosząca je postać może być reprezentantem całego gatunku ludzkiego” – wyjaśnia.

Intergalaktyczne wędrówki ze space-operowego „Incala” rozpoczynamy zaskakująco skromnie od przygnębiających i klaustrofobicznych przestrzeni miasta-szybu. John, trochę jak w prequelu „Przed Incalem”, kreśli retrospekcyjną historię noir, pełną ohydnych postaci zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Szybko zresztą odkrywamy, że detektyw po cudownym uratowaniu ze śmierci w jeziorze kwasu nie doznał wstrząsu i oświecenia w wersji instant. Najchętniej zwyczajnie przerżnąłby homeodziwkę (rodzaj seks androida-składaka, dowolnie komponowanego z różnych części niczym soczysta potrawa w oparciu o preferencje klienta), nadźgał się SPV (substancji odurzających) i osunął w opary uisky (taniego pseudo-likworu). A tu jak na złość jest przesłuchiwany przez dociekliwe i wredne robogliny, by w pierwszej chwili jako-takiego spokoju zostać obarczonym ciężarem posiadacza zagadkowego Incala i – w dalszej kolejności – jarzmem ratowania skazanego na zagładę wszechświata.

Moult-Milewską, która zresztą sama stale porusza w twórczości motyw fizycznej degeneracji człowieka i dehumaizacji ludzkości, najbardziej zaskoczyło to, jak osobliwie została ukazana w „Incalu” sztuczna inteligencja: „Roboty pokazane są przeciwnie do ludzi: jako prawie doskonałe, a jednak zaskakująco ludzkie. Wydawałoby się, że w przyszłości maszyny będą miały raczej stonowany temperament, a tu mamy sytuację wręcz przeciwną – są targane emocjami. Posthumanizm nie wydaje się w tym momencie taki... nieludzki” – śmieje się.

Incalowa saga wywołuje zresztą sporo takich obruszeń u czytelników, którzy – zdezorientowani aż do karkołomnego finału – pożerają później prequele, sequele i sąsiednie sagi, typu „Kasta metabaronów”. Nic zatem dziwnego, że w kraju, w którym ponoć nikt nie czyta, Scream Comics udało się wypuścić komiks dostępny już w jednej wersji graficznej i spotkać się z pomrukiem zadowolenia ze strony fanów (fanatyków?) Jodorowsky'ego. Guzzi, guzzi*.

* takie odgłosy wydaje typowa homeodziwka, gdy zachęca klienta do przystąpienia do zabawy


„Incal”,
scenariusz: Alexandro Jodorowsky
rysunki: Moebius
Scream Comics
premiera: 3.10.2015

„Final Incal” oraz „Po Incalu”
scenariusz: Alexandro Jodorowsky
rysunki: José O. Ladrönn, Moebius
Scream Comics
premiera 14.05.2015

Książki Alejandro Jodorowsky'ego wydane w Polsce przez Wydawnictwo Okultura w serii Ezoterra – przewodniki po jego komiksowym i filmowym uniwersum, a także duchowych peregrynacjach i szalonych zabawach w „rytuały”:
+ „Mistrz i czarownice”, Warszawa 2011,
+ „Psychomagia”, Warszawa 2012,
+ „Taniec rzeczywistości”, Warszawa 2014.

Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4 Nowa, jedyna słuszna wersja incalowej serii, którą fortunnie wydało nareszcie Scream Comics, zawiera oryginalne, zachwycająco odrażające, plugawe i finezyjne akwarelowe malunki Moebiusa.
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×