Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Język martwych ciał
Marek Bochniarz
wtorek, 27 maja 2014
 Literatura  Podskórny Poznań

„Monochromatyczny mężczyzna to sen
Czerń i biel życia
Oto stoi odmieniony i odległy
Jest kameą, co teraz ożyła, i wówczas
Nie dla niego metropolia
Czasem wciąga go paraliż formuł
Padł przed nim w proch śmieci
Spokojne, blade ciało na łóżku
Rzeczywiste i piękne, a zarazem martwe”

Dennis A. Nilsen, „Monochromatyczny mężczyzna”

Nekrofilia jest jednym z największych tematów tabu w kulturze. Sposoby obchodzenia się z ciałem mają charakter skonwencjonalizowanego rytuału – to już nie-człowiek, a przecież jeszcze nie bezosobowy proch. Trupa można co najwyżej spalić bądź przygotować do złożenia w ziemi. Współczesna kultura nie lubi zresztą poruszać tematu śmierci. Kiedyś bliska człowiekowi, została stopniowo wyparta przez wizje wiecznej młodości. W świecie, w którym ceni się ciała wręcz chorobliwie chude, paradoksalnie zbliżamy się jednak do nekrofilii – bo nekrofile również brzydzą się tłuszczem. Nie lubił go także Edmund Kolanowski – zawsze usuwał go, gdy preparował części wycięte z wykopanych ciał.

Zimą przeczytałem artykuł Piotra Żytnickiego o nekrofilu i seryjnym mordercy z Poznania. Tekst trudno było zapomnieć – także za sprawą dziwnego zdjęcia z wizji lokalnej, na którym niepozorny człowiek manipulował obłym manekinem. Wielka kukła wyglądała groteskowo w jego objęciach. Otaczała go czwórka mężczyzn – na ich skrzywionych twarzach odnajdywałem cień obrzydzenia. Jeden z nich trzymał mikrofon, odchylone ciało zdradzało jakby chęć ucieczki. Tak wyobrażałem sobie Kolanowskiego – jako odrażającego mordercę, którego milicjanci musieli wytropić, biegli lekarze zbadać, sąd skazać, a kat powiesić.

Po „Martwych ciałach” spodziewałem się długich, drobiazgowych i makabrycznych opisów tego, jak obchodził się ze swoimi obiektami nekrofil. Tytuł zwodniczo sugeruje przecież, że trupy są głównym tematem książki. Michał Larek i Waldemar Ciszak w swoim enigmatycznym reportażu dokonali jednak zaskakującego zabiegu – u nich ranią czytelnika nie obrazy, lecz słowa. Dbałość o rzetelną rekonstrukcję tego, jak mówili ludzie z czasów – gdy Edmund Kolanowski obejrzał w kinie Apollo „Wilczycę”, po której dopadł go cmentarny głód – powoduje, że z krótkich opisów morderstw i aktów nekrofilii, oszczędnie dawkowanych nam przez autorów, przenosimy uwagę na świat otaczający mordercę.

Stolica Wielkopolski musiała być zupełnie innym miastem w czasach PRL-u. Gdy oglądamy „Poznań ’56” Filipa Bajona czy śledzimy materiały zarejestrowane jeszcze w latach 80. (również fragmenty wizji lokalnej – pierwszej, która została zarejestrowana  w Polsce kamerą wideo), wkraczamy w codzienność Kolanowskiego. Dla poznaniaków ten świat sprzed około 30 lat pozornie może się wydawać bliski – punkty orientacyjne, nazwy ulic i budynki są przecież łatwo rozpoznawalne. Jednak dłuższa wędrówka przez karty „Martwych ciał” pozwala nam odkryć szczeliny tkwiące w szarym i ponurym życiu zamkniętego w sobie, niskiego mężczyzny o przeciętnej twarzy. W codziennej nijakości Kolanowskiego rzadko, lecz silnie wybuchają fajerwerki uniesienia, a obok codziennej drogi do pracy jest i miejsce dla nocnych wypraw na cmentarz.

Bohatera „Martwych ciał” trudno jednoznacznie ocenić. Brak w jego opisie rysów demonicznych, nieprzeciętnej inteligencji czy wyjątkowych zdolności. Profesjonalistami w swoim fachu są w książce milicjanci, prokuratorzy i biegli sądowi, którzy – skonfrontowani z działaniami mordercy – uruchamiają wszystkie znane sobie środki, by jak najszybciej wytropić poszukiwanego i zmusić go do złożenia zeznań, dokładnie przebadać oraz zadbać o wyrok skazujący. W rękach zawodowców nekrofil Edmund sam przypomina jedną ze swoich kukieł, które budował z gąbki i spreparowanych części ciał. Trochę mu nawet współczujemy – tak bardzo brakuje mu przypisywanej seryjnym mordercom zapobiegliwości, zdolności przenikania działań kryminologów czy magicznego przewidywania przyszłości.

Larek i Ciszak skonstruowali narrację reportażu na wzór kina gatunkowego, w którym jest miejsce na dawkowanie napięcia, retrospekcje, powtórzenia i nagłe zwroty akcji. „Martwym ciałom” bliżej jednak do filmów naruszających tematy tabu niż do czarnych kryminałów. Wielowymiarowy portret Edmunda Kolanowskiego, ukazanego zarówno jako potwora, pechowego człowieka, złego męża, konkubenta i wreszcie ponurego robotnika fizycznego, przypomina niejednoznaczną postać Fritza Haarmanna, niemieckiego seryjnego mordercy i kanibala, który w „Czułości wilków” Ulliego Lommla odgrywa różne role – sympatycznego i dobrego obywatela, budzącego pogardę szpicla, przedsiębiorczego handlarza, ale i wampirycznego zabójcę młodych chłopców.

„Martwe ciała” paradoksalnie są najbardziej szokujące w tych fragmentach, gdy autorzy opisują morderstwa i „zabawy” z trupami w życiu ich bohatera tak, jakby przedstawiali codzienność przeciętnego obywatela PRL-u. Jeśli to, co powinno w nas budzić wstręt, zostanie nam zaprezentowane jako rzecz z perspektywy postaci normalna (cóż, z punktu widzenia Kolanowskiego – trochę świąteczna), wtedy obudzi się w nas sprzeciw. Najgorzej możemy się poczuć, gdy nasze życie i wygląd niewiele różnią się od mordercy o zwyczajnej twarzy i z nudną pracą – odkryjemy, że jesteśmy tak przeciętni jak on. Czy uratujemy bezpieczny podział na demonicznych morderców i niewinne, kruche ofiary?


Michał Larek, Waldemar Ciszak, „Martwe ciała”
Simple Publishing
Poznań 2014

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×