Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Drapieżność naszego wieku
Marek Bochniarz
piątek, 10 kwietnia 2015
 Film

„Nam, biednym widzom, zdarza się oglądać różne filmy: dobre, złe, bardzo złe, zwyczajne i niezwykle oryginalne. Każdy można zrozumieć, można zachwycić się nim lub odrzucić. Cóż jednak można począć z Pańskim?!”
inżynier konstruktor z Leningradu w liście do Tarkowskiego o jego „Zwierciadle”

Rosjanie lubią importować obcą im, skomplikowaną kulturę na swoje dzikie pola. Jeden z najbardziej niemoralnych wschodnich bogaczy, który fortuny dorobił się różnymi oszustwami podczas transformacji kraju radzieckiego w rosyjski, był wyjątkowo łakomy. Kupił słynnego austriackiego artystę na wyłączność (same dzieła sztuki toć przecie za mało!), przewożąc w tajemnicy swego kosztownego niewolnika na syberyjskie pustkowie do opuszczonego gmachu. Po śmierci właściciela artysta, zabijający czas rytualnym patroszeniem słodkich zwierzątek, wpada w obsesję na punkcie Dystansu – tajemnego artefaktu zdobytego przez Rosjanina. Kradzież zleca trzem karłom o zdolnościach parapsychicznych.

Reżyser z całą rubasznością i bezczelnością przystąpił do dekonstrukcji jednego z tych arcydzieł, o których na Olimpie X muzy układa się śliczne pieśni, a na pudłach z taśmą filmową kładzie tłuste wieńce. „Stalker” Andrieja Tarkowskiego bywa stale wymieniany w różnych zestawieniach najlepszych filmów w dziejach rodzaju ludzkiego. Umarłeś i nie zdążyłeś obejrzeć tego cudeńka, biedny człowieku? Przegrałeś życie! Bycie Katalończykiem zobowiązuje Caballero do gestów, wykonywanych ze stosownym rozmachem. W swoim drugim filmie – aby uświetnić pamięć boskiego Salvadora – poważył się na czyn niewiernego.

Zejdźmy jednak w dół, na bezkresną rosyjską ziemię. Już w czasie premiery „Stalker” nie miał łatwego startu i był pozbawiony solidnych rakiet nośnych. Wyobrażam sobie zaskoczone i zdezorientowane grymasy na twarzach fanów prozy braci Strugackich, które wówczas zetknęły się z tym artystowskim produktem. Tarkowski zaadaptował (choć to złe słowo, może lepiej: zmiksował w wyżymaczce lub rozpuścił w kwasie?) ich słynną powieść „Piknik na skraju drogi”. Jak przyznał szczerze Seweryn Kuśmierczyk, bodaj największy polski miłośnik tarkowszczyzny, „Stalker” nie miał ostatecznie nic wspólnego z powieścią. Rosjanie na rynek wewnętrzny wypuścili niecałe dwieście kopii, a na Moskwę przypadły zaledwie trzy taśmy, które przez pierwsze miesiące zebrały w kinach stolicy ponad dwa miliony widzów. Rok 1980 był zaiste bogaty w cuda i osobliwy dla radzieckiej fantastyki naukowej.

Tarkowskiego w powieściach Strugackich czy Lema (casus szczerze znienawidzonej przez pisarza ekranizacji „Solaris”) fantastyka interesowała najmniej. Najchętniej by wyrzucił cały ten naddatek w postaci rakiet, stacji kosmicznych, zjawisk nadprzyrodzonych do kosza i zajął się „wyodrębnieniem czegoś specyficznie ludzkiego, niepodzielnego, co krystalizuje się w duszy każdego człowieka i decyduje o jego wartości”. Musiał jednak budować makiety przed kamerą, choć bardzo ich nie chciał, więc robił to dość niezdarnie, jakby na złość znienawidzonemu sztafażowi SF. Caballero w „Dystansie” dworuje sobie z wewnętrznie rozdartego człowieka, który czyta różne rzeczy, chce coś z nimi powyprawiać ambitnego, acz kręci nosem na ich prawdziwą naturę. Stanisław Lem może i uchodzi dziś za filozofa, a bracia Strugaccy za najważniejszych twórców socjologicznej fantastyki naukowej, ale Polak i Rosjanie w równym stopniu lubowali się w pisaniu prozy rozrywkowej (nie uwierzę, że nie – za dobrze im szło). Jednak Tarkowski i kultura popularna nie mogły iść z sobą w parze. Tak jak artysta płakał zapewne w ukryciu, gdy ludzie przychodzili tłumami na niestrawnego „Stalkera” (widzę go jako rasowego masochistę, który pragnął spektakularnych i heroicznych porażek), tak bracia Strugaccy siedzieli w milczeniu, zażenowani, że trafili na reżysera zarażonego jurodiwością.

Przy całym świntuszeniu (karły lubują się w groteskowym mordowaniu, a międzykontynentalne rozmowy prowadzą, zwiększając siłę umysłu onanizowaniem się), Caballero mistrzowsko szydzi z piękna „Stalkera”. W zamian za zielenie cudownej Strefy proponuje stalowe błękity Syberii, kamienne pustynie i pejzaże postindustrialne. Za każdym razem psuje jednak nasze proste przyjemności estetyczne, zachwyt urodą kompozycji, dokładając rzeczy niepasujące do scenerii à la Tarkowski: gadający po japońsku kociołek, rzucający sentencjami i pseudokoanami zen, idiotycznie skonstruowane maszyny czy właśnie trójkę wulgarnych, nieskromnie zabawiających się karłów. W „Dystansie” kompulsywnie wręcz powracają kompozycje centralne i towarzyszące im kuriozalne motywy okultystyczno-nadprzyrodzone, co przywodzi na myśl konkretne filmy i osoby. Być może Caballero daje prztyczka w nos także innemu słynnemu poecie ekranu, Jodorowsky’emu (niby twórca chilijski, a korzenie ma rosyjskie), który zamiast kręcić swój metafizyczny western zabawia się obecnie leczeniem za pomocą tarota i siłami psychomagii. Nieładnie, Alejandro, przestań się wygłupiać i zrób coś z sobą, nie daj się strofować młodemu!

Gęsta i absurdalna atmosfera wokół trudnego spadku tarkowszczyzny powoduje, że bezecny i lekki, pełen absurdów „Dystans” będzie jednym z najbardziej odświeżających filmów tego roku, bez względu na rodzaj publiczności. Ci, którzy zużyli na rosyjskiego „poetę kina” wiele długich godzin przypłaconych bólem zesztywniałych członków, będą mogli nareszcie odreagować je w zdrowy i naturalny sposób sporą dawką śmiechu. „Dystans” jest też o tyle lepszy wśród ostatnich artystycznych wariacji na kino SF, że podjęte w nim tropy są bardziej czytelne niż na przykład w wypadku intertekstów w „Legendzie Kaspara Hausera” Davide Manuliego. To fascynujące, że po szalonym debiucie „Finisterrae”, w których para duchów, mężczyzn ubranych w prześcieradła z dziurami na oczy, pragnie powrócić do świata żywych, Caballero dalej bawi się w kręcenie filmów z hiszpańską obsadą, które podczas postsynchronów uzupełnia dialogami w języku rosyjskim. Twórca z krainy słońca, patrząc na ponuraków ze Wschodu, zaskakująco dobrze ich rozumie i potrafi puścić do nich oko. Może lepiej odrobił lekcje orientalizmu od Tarkowskiego, który – jak wiemy – swe dalekowschodnie studia przerwał przedwcześnie?


„Dystans”
reż. Sergio Caballero
premiera: 10.04.2015

 

Komentarze 

 
+1 #1 Wojciech 2015-04-10 14:39
Uwielbiam teksty Marka Bochniarza, po prostu nie można się od nich oderwać!
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×