Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Dirty Pretty Things
Marek Bochniarz
piątek, 13 czerwca 2014
 Film



„Wilgotne miejsca” ogląda się jak przerażający body horror. Zachowania Helen wywołają dreszcze, a być może i torsje wśród zwolenników nowoczesnej higieny. David Wnendt, ekranizując pozbawioną zahamowań prozę Charlotte Roche, przypomina nam o dawno zapomnianej swobodzie i czasach, gdy edukacja jeszcze do szczętu nie rozstroiła naszych skomplikowanych wnętrz. Jego film, zwrócony przeciw estetyce sterylnego ciała, zszokuje nas tak bardzo, jak brzydzimy się i wypieramy to, co w nas naturalne.

Kultura nauczyła nas wstydu przed fizjologią. Kino pokryło ją wieloma warstwami makijażu, a jego brzydotę roztopiło wybielaczem czarno-białych zdjęć starannie wydepilowanego, mlecznego ciała. Jeśli uznamy „Wilgotne miejsca” za film erotyczny, to zaskakująco dobrze wpisze się w lata 70. – okres sprzed epidemii AIDS, gdy aktorzy z filmów porno byli obdarzeni bujnym, intymnym zarostem, a ich ciała miały widoczne defekty. Seks nie był wtedy tak sterylny i pozbawiony zapachów jak obecnie. Jest przy tym coś niezwykle infantylnego we współczesnej erotyce, zasypującej nas idiotycznymi zabawkami seksualnymi i filmami zaludnionymi przez gumowe lalki. Te manekiny tylko z wyglądu przypominają ludzi, a tak naprawdę są przybyszami z odległej przyszłości, w której nie ostanie się już ani odrobina brudu.

Helen wręcz przepada za wszystkim, co nas odstręcza. Wydzieliny swojego ciała nieustannie konsumuje, badając smak i konsystencję swoich soków. Kontroluje w ten sposób, co będą czuli jej kolejni kochankowie w czasie seksu oralnego. Bezustannie igra również z tym, co tradycyjnie męskie i żeńskie. Bywa w burdelu, by – tak jak mężczyźni – spróbować seksu z prostytutkami i popatrzeć na kobiece ciało z ich perspektywy. To ona jest łowcą, zawsze nieusatysfakcjonowanym i wiecznie spragnionym.

Dewotka mamusia i lękający się cielesności tatuś zawiedli Helen. Rodzina nauczyła ją, że edukacja jest fałszem, gdy zaczęła postępować wbrew wpojonym jej zasadom. Szorowanie kibla, stosowanie wielu środków higienicznych i bezustanne żonglowanie czystą bielizną (nigdy nie wiadomo, kiedy przejedzie nas samochód, a sanitariusze przed śmiercią będą mogli podziwiać żółte plany na naszych gaciach!) ma sens tak długo jak ufamy, że ma to sens.

Helen utraciła wiarę – w autorytety, w zaufanie w drugiego człowieka (twarda lekcja od zimnej mamusi), w religię czy macierzyństwo, lecz nie w dobry seks. Łamie zatem kolejne reguły, ufna w swoje ciało, jedyny niezawodny drogowskaz w zdegenerowanej współczesności. Kierunek jej doświadczeń erotycznych prowadzi ją do większego poznania siebie i swojej fizjologii, niż miałby odwagę przeciętny człowiek. Jej życie seksualne jest polem pełnej emocji bitwy o przejęcie kontroli nad mechaniką ciała. Jak z goryczą stwierdził Antoni Kępiński, zachowania seksualne mamy co prawda niezwykle bogate, ale praktycznie nie panujemy nad tym, jak przebiega sam akt seksualny. Helen wie jednak, że będąc cierpliwą i metodyczną w dywersji swojego ciała, dotrze o wiele dalej, niż sięga ograniczona logiką nauka.

Wnendt „Wilgotnymi miejscami”, których akcja przekornie rozgrywa się w nowoczesnym szpitalu, śladem Charlotte Roche brutalnie niszczy kilka mitów współczesnej kultury na temat życia seksualnego, tożsamości i tego, że umrzemy bez troskliwej dbałości o higienę. Równie bezczelnie poczyna sobie przy tym z pięknym i bogatym językiem powieści, który na nic nie przydałby się w kinie. Jego film, z europejska brudny, a z niemiecka subwersyjny, absorbuje zmysły widza rozedrganym rytmem i psychodeliczną kolorystyką. Jest także sporą przygodą intelektualną i pokazuje, jak Niemcy potrafią pogodzić wymogi rozrywki z ambicjami sztuki filmowej w kinie niczym już nie przypominającym prymitywizmu komedii z lat 90.


„Wilgotne miejsca”
reż. David Wnendt
premiera: 6.06.2014

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×