Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Seks wampirów
Marek Bochniarz
środa, 21 sierpnia 2013
 Film

Każdy, kto śmiał się, gdy Neil Jordan szydził ze zjawisk paranormalnych, wąpierzy w „Zjawach” lub był pod wpływem Toma Cruise’a i Brada Pitta, bladych amantów z „Wywiadu z wampirem”, musiał czekać na „Byzantium” z coraz szybszym biciem serca. Irlandzki reżyser, po raz trzeci podejmując temat wampirów, wciąż potrafi przewrotnie wykorzystać kino gatunkowe, by wzbogacić je prowokacyjnym przesłaniem. Tym razem zajmuje się edukacją seksualną i mękami dorastania dwustuletniej nastolatki.

„Byzantium” rozpoczyna się na jałowym biegu i trochę bez smaku. Charlotte Webb (Saoirse Ronan) opowiada w afektowany sposób o swoich przeżyciach. Mimo uroczo staromodnego języka i równie niedzisiejszego myślenia, sugerujących wiek niewspółmierny do wyglądu, dziewczyna prezentuje refleksyjność typowego, filmowego podlotka. Narzeka na głęboko przeżywane, pełne bólu i pustki życie. Z odrazą odnosi się do prostytucji, którą pochłonięta jest jej matka, określana mianem „siostry” (Gemma Arterton). To właśnie ją obwinia za brak spokoju w ich egzystencji i za bezustanne zmiany miejsca pobytu. Dziewczyna, introwertyczka skupiona na swoim wewnętrznym świecie, nie znosi tymczasowości ich stylu życia. Niestety, jest na nie skazana.

Tęskniąca za stabilizacją Charlotte nie potrafi jednak zdecydować się na siebie, na autentyczność. Woli wchodzić w gotowe sytuacje i przyjmować cudze role. Dla starszych osób, z których spija krew, melancholijna dziewczyna jawi się jako anioł, który przyszedł przeprowadzić ich na „drugą stronę”. W przerwach nastolatka bacznie obserwuje otoczenie, zapisuje w notesie dzieje swojego żywota i poszukuje gustownych klawikordów, aby mogła dać na nich popis perfekcyjnie opanowanego utworu. Jakże kiepsko na tym tle wypada Clara, lubująca się w krzykliwych, kiczowatych ubiorach i tanich przybytkach domów publicznych! To „zła kobieta”, która z hedonistyczną przyjemnością bruka się w ohydzie świata, płatnym seksie i morderstwach, dokonywanych na tajemniczych, tropiących ich mężczyznach: równie rozbrajająco staromodnych jak Charlotte.

Świat „Byzantium” jest złożony z prefabrykatów. W bohaterkach z łatwością można rozpoznać antynomiczną parę dobrego, smutnego Louisa i demonicznego Lestata z „Wywiadu z wampirem”. Pod pozorami czarno-białego opisu postaci, godnych najprymitywniejszych horrorów, kryją się jednak byty zbiorowe, na których można dokonać identyfikacji, odsłaniającej specyficzne poczucie humoru Jordana. Saoirse Ronan nieprzypadkowo została obsadzona w filmie jako Charlotte. W roli nastolatki, bezustannie gryzmolącej, niezadowolonej ze swojego „przymusowego” wampiryzmu, aktorka łączy afektowane zachowania Susie z „Nostalgii anioła” Petera Jacksona z zabójczą mieszanką okrucieństwa i niewinności tytułowej bohaterki „Hanny” Joego Wrighta. Gemma Arterton również wzięła udział w procesie filmowego paper-mâché, kreując postać „wiecznej dziwki” wywołującą odrazę, na zawsze już zbrukaną mroczną przeszłością, która jest uzasadnieniem wszystkich jej zachowań. Można odnieść wrażenie, że „skalana” Clara została w umyśle zainfekowana prostytucją, nie potrafi inaczej myśleć i zachowywać się jak tylko przez pryzmat swej profesji.

To, że oglądając „Byzantium”, powracamy do czegoś, co już było, sugeruje już sama budowa filmu. Oto naburmuszona przeprowadzką Charlotte wyjeżdża z Clarą do kolejnej miejscowości, by ze zdziwieniem odkryć, że wszystkie miejsca wydają się jej dziwnie znajome. Symptomatyczny dla tej sytuacji staje się zwłaszcza tytułowy hotel Byzantium, w którym bohaterki zamieszkują. Był to kiedyś pensjonat, a obecnie stanowi schronienie dla mieszkającego w nim Noela – zagubionego po śmierci matki, właścicielki budynku. Stary i trochę zakurzony, pełni funkcję bezpiecznej przystani, której zazwyczaj potrzebują postacie z filmów Neila Jordana, by móc uporządkować chaotyczne wspomnienia i nadać im jakiś sens. Dla Charlotte zamieszkanie w gmachu jest doskonałą okazją, by ostatecznie skonfrontować się z bogatą przeszłością i niechcianym dziedzictwem wampiryzmu. Dla Clary natomiast, niepotrafiącej zmienić swoich przyzwyczajeń, hotel wydaje się idealnym miejscem na kolejny burdel.

Jordana jako filmowca fascynuje mechanizm działania umysłu: to, jak człowiek mistyfikuje swoją tożsamość, by poradzić sobie z traumatycznymi doświadczeniami i odnaleźć się w nowym środowisku („Ondine”, „Śniadanie na Plutonie”) czy jak subiektywnie, w wypaczony sposób postrzega sam świat, nadając pozory sensu i logiki wydarzeniom ich pozbawionym („Koniec romansu”). Chyba tylko „Michael Collins” jest tu wyjątkiem, a i to wyłącznie z tego powodu, że jako biopic poświęcony współzałożycielowi i jednemu z przywódców IRA, już w momencie powstania projektu scenariusza automatycznie musiał ulec działaniu mityzacji. W innych przypadkach, gdy Jordan portretuje „zwykłego człowieka”, jak ma to miejsce w przypadku Eriki z „Odważnej”, zawsze wpisuje swojego przeciętnego bohatera w sytuacje subiektywnie przeformułowane. Ta skłonność bohaterów Jordana do kreowania alternatywnych tożsamości, osobistej reinterpretacji wydarzeń i przydawania im dodatkowych znaczeń, a także zmiany „tonacji” świata (wszystko staje się z ich perspektywy „bardziej” piękne, wzniosłe, tragiczne…) w „Byzantium” stają się wręcz chorobliwe.

Jeśli na chwilę zignorujemy fantastyczność świata filmowego i spróbujemy poszukać w rozchwianej fabule sensu, możemy odkryć tę podwójność, która stała za poetyckością i specyficznym czarem „Śniadania na Plutonie” czy dramatyzmem wydarzeń z „Końca romansu”. W „Byzantium” Jordan rozwija w dalszym ciągu metanarrację o wampirach, którą filmowcy prowadzą w kinie już prawie od wieku, a której ważnym głosem zresztą stał się jego „Wywiad z wampirem”.

Gdy Charlotte w hotelu ogląda horror, przypominamy sobie charakterystyczną scenę z filmu „Dracula: książę ciemności”, składającego się na cykl straszaków z wytwórni Hammer. Oto charyzmatyczny Ojciec Sandor tłumaczy działania swoich współbraci: kobieta, którą pojmali, jest wampirem i trzeba ją zabić. Zbrukana wampiryzmem niewiasta o obfitym biuście, ubrana w wydekoltowaną suknię wije się w mocarnych uściskach braciszków. Z dużą satysfakcją mnich ostatecznie ją uśmierca, wbijając sporych rozmiarów kołek w jej serce. Obraz zalewa czerwień. Horrory realizowane przez studio Hammer, w których w rolę Draculi wcielił się wielokrotnie Christopher Lee, były przełomowe dla serii. Zmieniały zupełnie charakter głównej postaci, przekształcając staromodnego arystokratę w żądną krwi i przygód, seksualną bestię. Lee, rezygnując w postaci Księcia Ciemności z erystyki i szarmanckości Béli Lugosiego, skupił się przede wszystkim na oddaniu przyjemności konsumpcji i kopulacji. Filmowcy łapczywie podchwycili ten wątek, czego efektem była tandetna erotyka, w „Draculi” Francisa Forda Coppoli wchodząca wręcz w obszar soft pornografii.

Współczesny wampir siedzi w prawie każdej szafie i niezwykle trudno coś oryginalnego wykrzesać z tej zużytej i udręczonej postaci. „Byzantium” potrafi jednak zaskoczyć. Jego groteskowa fabuła, programowo wręcz seksistowska, prezentuje bohaterów cierpiących na wszelakie możliwe zaburzenia związane ze sferą seksualną. Nowa interpretacja wampiryzmu według Jordana, gdy spojrzeć na nią z tej perspektywy, jest zaskakująco spójna, choć powoduje, że fabuła staje się drażniąco przewidywalna. Na tle aseptycznych, anorektycznie chudych wampirów z kolejnych części serii „Underworld” czy nastoletnich, dbających o cnotę konserwatystów z sagi „Zmierzch” bohaterowie filmu Jordana wyróżniają się swoją pełnowymiarowością, która przecież też wyrasta ze schematów. W „Byzantium”, podobnie jak w szwedzkim „Pozwól mi wejść”, doszedł do głosu kierunek alternatywny w stosunku do absurdalnej drogi, którą zaczęło zmierzać amerykańskie kino wampiryczne. Irlandzki reżyser uczynił krok wstecz w stosunku do ekranowych możliwości, które zapewniają imponujące bestie i bladolicy amanci.

Odmienne ukazanie wampiryzmu, równie dalekie od estetyki znanej z „Wywiadu…”, co widowiskowości i banalności popkulturowego wzorca, tym silniej kieruje ku tematowi ludzkiej seksualności. W „Byzantium” jest ona albo nie jest możliwa do zaakceptowania (przypadek Charlotte), albo prowadzi do nadmiernej swobody i zagubienia, jak ma to miejsce w życiu Clary. Feministyczna perspektywa, podobna do tej z „Millennium”, dodatkowo wzbogaca temat i uświadamia miejsce, które w horrorach o wampirach zajmowały kobiety.


„Byzantium”
reż. Neil Jordan
premiera: 2.08.2013

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×