Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Kwartet erotyczny
Marek Bochniarz
wtorek, 11 grudnia 2012
 Film

alt

Niemożliwym jest przewidzieć, o czym Frédéric Fonteyne zrobi swój następny film. W „Związku pornograficznym” zaproponował widowni niebanalne spojrzenie na erotyczne ekscesy Paryżan. Uciekając od dosłowności i dosadności „Maîtresse” Barbeta Schroedera, Belg wyprzedził zarazem czasy transgresyjnej, nowej francuskiej ekstremy, która pełnię wyrazu uzyskała u Oliviera Assayasa w „Demonlover” – mrocznym portrecie brutalnego, spornifikowanego cyberświata. Jakim zaskoczeniem na tym tle musiała być dla miłośników reżysera stylistycznie zachowawcza „Żona Gilesa”, oferująca zdystansowane spojrzenie na prowincję na modłę dziewiętnastowiecznego realizmu francuskiego! Wraz z dewastującym i tragicznym finałem, którego nie powstydziłby się Flaubert, czyż można było stworzyć coś bardziej passé w A.D. 2004?

Choć rodacy zaczęli sypać nań laury i nagrody, Fonteyne, przy niebywałej zdolności do krytycznej obserwacji i namiętnej pasji rasowego podglądacza nieszczęśliwych żon, brzydnących i smutniejących od masowej produkcji niemowlaków, nie odnalazł się na dłużej w bucikach Émila Zoli. Lekko stropiony swym społecznictwem, po wielu latach milczenia powrócił tragikomedią „Tango libre”, po raz pierwszy niepewnie obmacując grunta przebrzydłej komercji. Trzeba jednak przyznać, że z wiekiem artysta zupełnie nie złagodniał, a w jego obrazie zamiast łagodnego i prostolinijnego uśmiechu „Jeszcze dalej niż północ”, dumnego francuskiego lodołamacza box-office’ów, otrzymujemy solidną dawkę uszczypliwości i ironii.

Piękna Alice kocha wszystkich swoich mężczyzn. Dominic jest jej byłym kochankiem, a obecnie zrezygnowanym skazańcem, który poza tatuowaniem sobie arabesek na szyi i plecach zajmuje się bodybuildingiem. Równie solidnie zbudowany mąż Fernand ma skłonności do kłótni i bójek, a bujne i prowokacyjne faworyty bynajmniej nie pomagają mu w unikaniu kłopotów w więzieniu. Z kolei nastoletni syn Antonio ma twarz aniołka, ale cóż z tego, skoro jest skazany na uleganie złym wzorcom tatusiów, odsiadujących wieloletnie wyroki. W czasie widzeń całą czwórkę śledzi czujnym wzrokiem strażnik Jean-Chrostophe, który być może czuje coś więcej do Alice, zwłaszcza że poza więzieniem wspólnie uczą się tanga. A że zazdrosny o swoją matkę Dominic znajduje w domu zapomniany pistolet Fernanda, ta historia musi się skończyć nagle i z eksplozjami.

Zamiast gorących rytmów obłaskawionego i upupionego przez Francuzów tanga salonowego czy dumnej i płomiennej miłości godnej naiwnych nastolatków Fonteyne pokazuje nam niemłodych i doświadczonych ludzi oraz ich niezdarne, pierwsze kroki w męskim tangu argentyńskim, którego lekcje są równie popularne, co budowa muskulatury w zakładzie karnym Dominica i Fernanda. Równie nieoczywiste są obecne w „Tango libre” emocje i namiętności, które obserwujemy na ekranie w szerokim spektrum: od zupełnie przejrzałych i prawie transparentnych, po dopiero kiełkujące i jeszcze niedojrzałe. Być może wybuchną między bohaterami z odpowiednią siłą po zapaleniu świateł w sali kinowej, już po finale filmowej opowieści?

Fonteyne, podobnie jak pół wieku temu Yasujiro Ozu, obiera swoją historię z najlepszych, najsłodszych (i najbanalniejszych) kąsków, zostawiając nam w zamian o wiele bardziej wymagającą fabułę. Ta jednak – po cierpliwym uzupełnieniu przez nas wszystkich (czasami świadomie telenowelowych) luk – może zaskoczyć skrywanym w sobie potencjałem. Na portrety bohaterów „Tango libre” składają się ich porażki życiowe, z których można by ułożyć portret współczesnego człowieka, rozdartego między przyjętymi przez siebie rolami społecznymi i zawodowymi, a nie pasującą często do nich wrażliwością czy psychicznymi predyspozycjami. Być może Dominic skrywa w sobie więcej tajemnic, niż możemy przypuszczać po jego spokojnej twarzy, a Fernand nie jest wcale prymitywnym osiłkiem, zwłaszcza że bezwarunkową miłością obdarza go Alice – kobieta równie delikatna i bezbronna, co silna i niezależna. Na ich tle klawisz J.C. wypada najgorzej – co jakiś czas gubi melodię i nie może nadążyć. Nie dziwi więc, gdy trafia pod pięści Ferrnanda czy oskarżające spojrzenia Dominica.

Muzyczne metafory, którymi Fonteyne naszpikował „Tango libre”, doskonale grają w filmie swoimi dwuznacznościami, korespondując z zagubieniem zmęczonych bohaterów, brzydotą więzienia i monotonią sennych popołudni. Igrając tańcem, reżyserowi udało się uniknąć zarówno powierzchowności i tautologii, obecnych w metaforyce „Trzy” Toma Tykwera, jak i tandeciarstwa psychologicznego horroru dla nastolatków, czyli „Czarnego łabędzia” Davida Aronofsky’ego. Żałuję tylko, że widzowie boją się śmiać na „Tango libre”. Być może nie przywykli do dość brutalnego i specyficznego poczucia humoru współczesnych Belgów i Francuzów. Ci ostatni zaproponowali w ubiegłym roku „Polisse” Maïwenn – równie tragikomiczny portret policyjnej jednostki, zajmującej się przestępstwami z udziałem nieletnich, w tym między innymi pedofilią i przemocą na dzieciach. Czy wypada się z tego śmiać? Chyba tak długo, jak pozwala nam to zachować równowagę w życiu. Dla tej ostatniej Fonteyne zapewne nakręci kolejny film, ponownie podejmujący odwieczny temat miłości, ale zapewne znów w niestandaryzowany sposób, za co należą mu się brawa.


„Tango libre”
reż. Frédéric Fonteyne
premiera: 30.11.2012

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×