Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Mężczyzna od zabijania i modlitwy
Marek Bochniarz
piątek, 16 listopada 2012
 Film

Niestety kolejny azjatycki reżyser sięgnął po kino gatunkowe. Znany dotąd z kina artystycznego Pen-ek Ratanaruang nakręcił kryminalny „Headshot”. Film poruszył oburzonych krytyków zachodnich i polskich, którzy w swoich recenzjach zgodnym głosem oskarżyli autora o niezrozumiałość, mętność fabuły i naiwne wykorzystanie filozofii buddyjskiej. Zrobili to z poczucia słusznej sprawy (moda na bezkrytyczny zachwyt Orientem należy do innego pokolenia), ale i z przyzwyczajenia. Za infantylność buddyjskich odniesień zdążyli rok temu napiętnować „Wujka Boonmee...” Apichatponga Weerasethakula, niesłusznie przecież nagrodzonego Złotą Palmą w Cannes. Zresztą dobrze wiemy, że wszyscy Azjaci są tacy sami, a dwaj autorzy ambitnego tajlandzkiego kina artystycznego i ich dzieła pewnie czasem się recenzentom mieszają, zwłaszcza że obu nazwisk wymówić nie sposób.

Tul jest gangsterem, spokojnie i metodycznie zabijającym na zlecenie kryminalistów. Tul jest prostodusznym policjantem, heroicznie walczącym przeciwko korupcji swojego kraju. Demaskuje grzechy polityków uwikłanych w handel narkotykami, bez oglądania się na własne bezpieczeństwo. Tul jest rozgoryczonym eksgliną, który – ulegając wpływom tajemniczego Demona – zaczyna wymierzać sprawiedliwość w zastępstwie nieudolnych funkcjonariuszy prawa. Zaślepiony poczuciem sprawy, przestaje zauważać, że podlega sprytnej manipulacji i służy interesom swojego mocodawcy. Tul jest mnichem buddyjskim, uciekającym od świata, stojącym dosłownie na głowie. Wszystkie te charakterystyki głównego bohatera, rozpatrywane oddzielnie, są do pewnego stopnia prawdziwe, lecz – zestawione ze sobą – okazują się absurdalne i fałszywe. Czy zawiły życiorys mężczyzny podpowiada nam, że nie mamy do czynienia z pojedynczą osobą?

W pozornie zawiłych losach Tula Pen-ek Ratanaruang ukrył tajemny łańcuch reinkarnacji, niejasny dla podległych mu ludzi. Stąd „Headshot” brakuje spójności narracyjnej i fabularnej. Rozbita struktura filmu i przypisywane mu przez krytykę scenariuszowe potknięcia nie są efektem zmanierowanego reżysera, lubującego się w pustych i ładnych, artystycznych rozwiązaniach formalnych, lecz efektem świadomej pracy. W bezładzie historii można rozpoznać sens filmu, zaskakująco przemyślanego i wieloznacznego jak na kino gatunkowe. Sam autor podkreśla, że „Headshot” nie jest mu jednak bliski i – w przeciwieństwie do wcześniejszych obrazów – z realizacją tej produkcji nie wiązały się żadne cierpienia, wręcz sprawiła mu ona przyjemność. Czy naprawdę stworzył utwór banalny i rozrywkowy?

Poznając w trakcie rozwoju fabuły zawikłane życie Tula, obserwujemy jego kolejne wcielenia, w których musi on się zmierzyć z fałszywym obrazem rzeczywistości i zdemaskować go. Gdy bohater staje się marionetką w rękach Demona i zabija dla niego „złych” ludzi, zostaje postrzelony w głowę i od tego momentu widzi świat odwrócony do góry nogami. Z jednej strony, staje się kaleką niezdolnym do funkcjonowania jako zabójca, z drugiej – postrzeganie świata przestaje być łatwe i bezmyślne, wymaga bliższego oglądu i namysłu. Krytycy „Headshot” zwracali uwagę na banalność tego rozwiązania i prymitywną symbolikę świata, który „stanął na głowie”, uznając, że mają do czynienia z elementem buddyjskiego (a więc naiwnego) przesłania filmu. Jednak w obrazie Ratanaruanga rana bohatera ma przede wszystkim znaczenie strukturalne. Tylko śledzenie chwil, gdy na ekranie pojawiają się odwrócone obrazy, pozwoli nam bezbłędnie rozwikłać gordyjski węzeł historii Tula i rozdzielić „odwrócony” etap jego egzystencji od retrospekcji, umieszczonych w najbardziej nieprzewidywalnych i zaskakujących miejscach fabuły.

Kluczowym pojęciem dla zrozumienia „Headshot” jest zło. Umieszczony w centrum świata filmowego tajemniczy Demon twierdzi, że to ono wyznacza charakter wszystkich ludzi i rządzi ich życiem. W wyniku ewolucji obarczone złem silniejsze geny coraz bardziej dominują nad słabszymi. Tylko narzucone przez człowieka prawo sprawiedliwości – sztuczny konstrukt w świecie brutalnego okrucieństwa – może zahamować ich destrukcyjne działania, doprowadzające do stopniowej degradacji ludzkości.
Reżyser przyznawał w wywiadach, że negatywna wizja świata według Demona jest mu jednak obca, a on sam bliski jest koncepcjom podkreślającym pozytywny aspekt rzeczywistości. Jednak w „Headshot” ideologia zła jako uniwersalnego składnika dominuje, trafnie charakteryzując światopogląd samego Tula, którego perspektywa zostaje narzucona widowni.

Mroczne myśli bohatera kolorują na ciemno świat filmu. Obserwujemy śmiertelną walkę o przetrwanie, pełną chaosu i pozbawioną czytelności. Ratanaruang ukrywa tę dość oczywistą prawdę za gatunkowymi wyznacznikami noir, stroniąc jednak przy tym od zaspokajania apetytu widowni na fotogeniczną przemoc. Sceny walk są bardzo realistyczne, trwają przy tym niezwykle krótko. Brutalne i nieefektowne, nie podlegają prawom  ekscytującej choreografii kina sztuk walki. Co dziwne, wielu recenzentów chwaliło je właśnie za widowiskowość, sugerując się być może krajem powstania filmu – Tajlandią, ojczyzną muay thai. Widz „Headshot” nie może niestety liczyć na balet rewolwerów i kul. Pozostaje mu zaakceptować w miejsce widowiska à la John Woo obraz, który może nie spodoba się natychmiast, ale pozostanie w pamięci.

„Headshot” cechuje subtelna i bogata skala tonalna obrazu, wypełnionego przez cienie nocnego lasu i przytłaczający mrok zniszczonych i brudnych pomieszczeń. To świat, który już swoim charakterem neguje możliwość pojawienia się w nim heroicznego Tony'ego Jaa, gwiazdy kina ze scenami tajskiego boksu w rodzaju „Ong bak”. Jeśli zapomnimy o tych niedogodnościach, być może czeka nas równie udany seans, co w przypadku „Przychodzę z deszczem” – przygody z kinem akcji innego z mistrzów azjatyckiego kina artystycznego, Wietnamczyka Anh Hung Trana. Ponoć w „Headshot” Ratanaruang ukrył również wątki krytyki polityki własnego kraju, tak więc ilość odczytań tego pozornie skromnego kryminału może być bardziej bogata, niż śniło się krytykom filmowym.


„Headshot. Mroczna karma”
reż.  Pen-ek Ratanaruang
premiera: 2.11.2012

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×