Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Stan ducha, stan konta
Waldemar Kuligowski
wtorek, 12 lipca 2016
 Festiwale

Tuzin lat minął od reaktywacji Jarocin Festival. Tegoroczna edycja była równocześnie drugą z kolei organizowaną przez Prestige MJM, która zastąpiła Go Ahead. Można już zatem formułować pewne generalne uwagi dotyczące tyleż samego festiwalu, ile polityki organizującej go agencji.

To drugie jest dość łatwe do identyfikacji. Po ubiegłorocznej wpadce z zaproszeniem indierockowców z The Kooks, tym razem postawiono na „bezpiecznych” headlinerów: Slayer, The Prodigy i Five Finger Death Punch. Zestaw nie jest ani oryginalny, ani zaskakujący, ale wyraźnie spodobał się dużej części publiczności. Podobnie jak możliwość postawienia sobie za darmo zielonego irokeza, o co zadbała firma promująca napój energetyczny. Gdy dołożymy do wymienionych także Huntera, Oberschlesien oraz Acid Drinkers (grający Motörhead), to uwyraźni się stylistyczny pomysł organizatora. Pytanie, jak długo będzie można ten kierunek eksploatować, nie upodabniając się do już okrzepłych festiwali metalowych? Zobaczymy; ja pozytywnie zakładam, że to był pomysł na jedną edycję.

Mniej jasnym jest, co dzieje się z przekazem pozamuzycznym. Headlinerzy go nie dostarczają, ich zadaniem jest zapewnienie show. Gdyby nie GaGa/Zielone Żabki (i ich „vegetariada”), weterani bezkompromisowości z D.O.A. oraz zwycięzca Antyfestu Antyradia, czyli grupa Strażacy z silnym prosocjalnym i antyestablishmentowym przekazem, próżno byłoby owego przekazu na dużej scenie szukać. Żałuję, bo Jarocin Festival bez tego po prostu się dusi.

Mocnymi, choć niejako fakultetowymi punktami festiwalu była dwa koncerty specjalne. Michał Jacaszek podjął się przearanżowania albumu „Legenda” Armii. Wspólny występ z jej muzykami w ruinach kościoła Świętego Ducha był specyficznym muzycznym misterium. Michał Wiraszko natomiast odświeżył płytę „Nowa Aleksandria” Siekiery. Sceniczna i wokalna ekspresja zaproszonej do współpracy Natalii Fiedorczuk nadała całości rangi kapitalnego wydarzenia artystycznego.

W tym roku szczególnie rozbudowany został program okołofestiwalowy. Pokazy filmowe, spotkania z pisarzami, panele dyskusyjne towarzyszące występom scenicznym stały się dzisiaj bardzo ważnym elementem programów festiwalowych. Jarocin nie pozostał w tyle. Dużo miejsca poświęcono Republice, jej legendarnemu koncertowi w 1985 roku, jego reenactingowi sprzed roku, nowym interpretacjom repertuaru, przygotowywanej biografii zespołu. To dobry pomysł, przeprowadzony wielopoziomowo i niegrzęznący w oparach nostalgii.

Inne składowe programu dodatkowego budzą jednak moje wątpliwości. Przez trzy dni festiwalu w podcieniach jarocińskiego ratusza pyszniły się wydawnictwa IPN, poświęcone historii walk i żołnierzom wyklętym. Część rozdawano za darmo, w tym przedmiot w postaci „guzika katyńskiego”. Komu i w jakich okolicznościach winno się ten makabryczny przedmiot przyszywać? Zaproszono także Tomasza Elbanowskiego, animatora ruchu opóźniającego wkroczenie dzieci na ścieżkę systematycznej edukacji, co znalazło poklask w gabinetach aktualnie rządzących. Nie wiem, co te akcje mają wspólnego z muzyką, wiem natomiast, że łatwo zdefiniować je jako koniunkturalne. Nazbyt łatwo.

Ważne okazały się ponadto dwa filmy. W „Jarocin. Po co wolność” Leszek Gnoiński zamierzał ukazać historię kultury polskiej od 1970 roku przez pryzmat jarocińskiego festiwalu. Szkoda, że tak mało miejsca poświęcił dekadzie Wielkopolskich Rytmów Młodych (zaledwie pięć minut w obrazie trwającym nieomal dwie godziny). Szkoda, że film Gnoińskiego nie przyniósł właściwie żadnych nowych faktów i nie wykreował nowych bohaterów jarocińskiej historii. Obejrzeliśmy za to wystawny realizacyjnie i montażowo dokument, w którym do najlepszych należą sekwencje łączące zapisy występów sprzed trzydziestu lat (a czasem i więcej) ze współczesnymi (m.in. Kult, Armia).

Inaczej do petryfikującej się legendy festiwalu podszedł wspomniany już Wiraszko w swoim dokumentalnym debiucie „Powracająca fala”. Tytuł nawiązuje oczywiście do głośnego filmu „Fala” Piotra Łazarkiewicza z 1985 roku. Wiraszko postanowił odnaleźć jego bohaterów, także tych zupełnie w filmie anonimowych, wypowiadających jednak znamienne kwestie. Dzięki portalom społecznościowym akcja częściowo się powiodła. I ponownie przemówili do nas organizatorzy festiwalu, muzycy (m.in. Gawliński, Brylewski, Lipiński, Deriglasoff) i jego fani (w tym „ekipa” z Puław). Spoiwem całości stały się kapitalne, uogólniające wypowiedzi Waltera Chełstowskiego, odpowiedzialnego za złotą erę festiwalu. Emocje publiczności wzbudziła postać Pawła Kukiza, uchwyconego podczas spotkania ze swoimi wyborcami. Sam autor filmu nie ujednoznacznił wymowy jego tytułu, otwartym więc pozostaje pytanie, czy powracająca fala dotyczy autorytaryzmu, czy może raczej wspólnotowości.

Na koniec jeszcze słowo o festiwalu w mieście. Z żalem stwierdzam, że festiwal z Jarocina się wyprowadził. Ani w pięknym rynku, ani w jego okolicach nie brzmi festiwalowa muzyka. Ta, która płynie z odsuwanej co roku dalej i dalej dużej sceny, słyszalna jest tylko późną nocą. A przecież małe koncerty, jakieś okołomuzyczne akcje mogłyby – i powinny –odbywać się także na ogólnodostępnych placach i ulicach miasta etykietującego się jako „stolica polskiego rocka”.

Chlubnym wyjątkiem w tej kartografii wycofania (może zaniechania) pozostaje Spichlerz Polskiego Rocka. Na piętrze zabytkowego budynku mamy bowiem wystawę dotyczącą historii i teraźniejszości rocka w Polsce, ze zmieniającą się ekspozycją i charyzmatycznymi przewodnikami. Na parterze działa z kolei Fan Rock Club. Na jego scenie prezentują się debiutanci, niemal bez przerwy ściągając osoby spragnione muzyki. Obok nich zaprasza się też gwiazdy, w tym roku choćby „Moskwa gra Jarocin” z Gumolą, Materą i Budzyńskim. Przyjazna atmosfera luzu, aura przebywania w unikalnym miejscu, łączącym placówkę muzealną z klubem muzycznym, a także przyjazne zaangażowanie personelu każą stwierdzić jedno: jeśli gdzieś pozostał duch wolnościowego i wspólnotowego festiwalu w Jarocinie, to tam właśnie. To znaczy, że nie wszystko stracone.


Jarocin Festiwal
7–9.07.2016

fot. Jakub Janecki, źródło fotografii

 

Komentarze 

 
+1 #1 Jarek 2016-07-12 19:05
Byłem w innym mieście?
Ja w odróżnieniu od autora postawiłem na festiwal w miejscu jego"zakwaterowania". Na temat imprez szumnie nazwanych okołofestiwalow ych mogę powiedzieć, że to porażka.Kilka razy przechodziłem obok rzeczonego spichlerza i obiekt pomimo koncertów świecił pustkami (popołudnie i wieczór pierwszego dnia festiwalu oraz popołudnie dnia drugiego). Pewnie odbyły się imprezy,na których było więcej fanów,ale tych nie zaliczyłem. Wniosek z rozmów ze znajomymi jest taki, że nie najlepszym pomysłem jest organizacja jakiś imprez w czasie, gdy festiwal odbywa się w innym miejscu. I to tyle.
Cytować
 
 
-4 #2 Robert Kaźmierczak 2016-07-12 21:22
"Nie wiem, co te akcje mają wspólnego z muzyką, wiem natomiast, że łatwo zdefiniować je jako koniunkturalne. Nazbyt łatwo" - piszesz o obecności IPN na festiwalu i spotkaniu z Tomaszem Elbanowskim. Przypominam, że IPN obecny jest w Jarocinie od 2005 r. - to dzięki IPN o. Łódź ten festiwal został reaktywowany wówczas w formie jednodniowego koncertu Jarocin PRL Festiwal. W kolejnych latach IPN kilkukrotnie miał swój program podczas festiwalu, w tym roku związany z antykomunistycz nym podziemiem niepodległościo wym, bo rok 2016 w Jarocinie został ustanowiony w czerwcu 2015 r. (5 miesięcy przed wyborami) właśnie rokiem Żołnierzy Niezłomnych, całkowicie niekoniunturaln ie, ale w związku z 70. rocznicą wydania w Jarocinie wyroku śmierci i egzekucji na dwóch Żołnierzach Wyklętych.
Cytować
 
 
-4 #3 Robert Kaźmierczak 2016-07-12 21:23
Zaproszenie T. Elbanowskiego było związane z próbą podyskutowania na festiwalu o potrzebie zmian w szkołach i to nie w kontekście "reform" zapowiedzianych przez MEN, ale raczej podjętej przez Elbanowskich inicjatywy Ratuj Maluchy. Taki sam był powód zaproszenia dr Marzeny Żylińskiej, inicjatorki ruchu Budząca się szkoła, bardzo krytycznej wobec propozycji obecnego szefostwa MEN.
Cytować
 
 
+1 #4 Wincenty_Kadłubek 2016-07-12 21:48
Moja kolejna przygoda z Jarocin Festiwal ( pewno ostatnia ) nie pozostawiła złudzeń, że "festiwal" nie ma wyraźnego przesłania!
Wieczorne koncerty skupiają owszem grono fanów różnej "maści". Za to tzw. imprezy towarzyszące, po pierwsze rozrzucone w kilku miejscach, że trzeba się nachodzić, po drugie "nakładające się" godziny stwarzają problem, na co iść ? Wrzucę też kamyczek do ogródka władz miasta Jarocin. Otóż tego roku, po reaktywacji festiwalu w 2005 roku, ja jako archiwista - "Wincenty Kadłubek" ( przydomek zawdzięczam Walterowi Chełstowskiemu ), w wyniku niewiadomych przyczyn, miałem być na liście Burmistrza Roberta K., co się okazało całkowitą nie prawdą. W przeszłości m. Jarocin otrzymywało ode mnie zmontowane materiały archiwalne. Zresztą moje fragmenty archiwów zostały udostępnione realizatorom filmu "Jarocin. Po co wolność". Reasumując, na tegorocznym JF "wincenty_kadłub ek" był obecny na koncertach, ale bez kamery ( dziękuję za to Markowi K. ).
Cytować
 
 
+2 #5 Mirek 2016-07-13 07:05
Panie Robercie pakowanie IPN w festiwal rockowy to lekka przesada - może choć na tego typu imprezach należy dać odstrychnąć od nachalnie i czasami niesmacznie pakowanych wszędzie i wciąż żołnierzy wyklętych niezłomnych itp itd a poza tym 90% pozostałych imprez towarzyszących to typowe zapchajdziury zrobione tylko po to aby "coś się działo" nie lepiej 3-4 eventy ale porządne?I zgadzam się z powyższym wpisem Spichlerz to przerost formy nad treścią mocno forowany przez pewne osoby i kręgi
Cytować
 
 
+4 #6 Przemo 2016-07-13 07:59
panie Robercie - festiwal nie jest raczej miejscem do rozwijania Pana ambicji edukacyjnych, raczej(w części z autorem się zgadzam)-rozwijania kultury muzycznej związanej z Jarocinem. Brak muzyki/wydarzeń na rynku akurat troszkę uderzał w gości koncertowych których tam zawoziłem reklamując miasto jako stolicę polskiego rocka.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×